Przeniosłam się na blogspota. Tutaj, mimo, że bloga prowadzić chciałam od zawsze (włosowego akurat od niedawna:) to jednak jakoś nigdy nie było mi po drodze. Na blogspocie się to zmieni.

Adres do nowego bloga: 
http://blondstory.blogspot.com/

Zapraszam:)

Ulubieńcy 2013

2 komentarzy

Może trochę spóźniony post, ale niestety nie zdążyłam tego zrobić przed wyjazdem sylwestrowym. W każdym razie moich ulubieńców jest tylko trzech. Będzie króciutko i na temat. Tak więc:

W kategorii makijaż znalazł się tusz do rzęs One by One od Maybelline.

Zachwycił mnie ponieważ: świetnie pogrubia, nadaje objętość i perfekcyjnie rozdziela rzęsy. Na zdjęciu akurat w wersji satin black, ale ten zwykły z turkusowym napisem też jest świetny. Ten produkt na pewno nie jest odkryciem tego roku, ponieważ mascar od Maybelline używam już od ładnych paru lat, ale właśnie dlatego tym bardziej uznałam, że musi znaleźć się w ulubieńcach. Naprawdę uważam, że Maybelline produkuje bardzo przyzwoite tusze, gdzie stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry. Polecam, polecam:)

 W kategorii demakijaż wygrał płyn micelarny BeBeauty z Biedronki.

Zachwycił mnie ponieważ: przede wszystkim jest skuteczny! Natomiast tutaj akurat stosunek jakości do ceny jest mocno zachwiany, gdyż… za świetną jakość płacimy śmiesznie niską cenę! Co tu więcej mówić, jak nie to, że jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?:)

Last, but not least;) W kategorii stylizacja włosów jednogłośnym zwycięzcą jest ŻEL LNIANY!

Zachwycił mnie ponieważ: …on wciąż mnie zachwyca:) Bo jest w 100% naturalny, bo jest tani, bo tylko dzięki niemu mam ujarzmione i zdefiniowane fale, bo zawsze kiedy go używam otrzymuję komplementy odnośnie moich włosów. Żel lniany, to zdecydowanie tegoroczne odkrycie. Jak narazie jest to jedyny produkt, o którym mogę śmiało powiedzieć, że moje włosy go kochają!

Powyżej szampony, które zużyłam w ostatnim czasie. Powinna jeszcze stać Alterra z kofeiną, ale opakowanie wyrzuciłam zanim pomyślałam o recenzji. Może nie powinnam recenzować tych produktów razem, gdyż dla mnie każdy z nich reprezentuje inną kategorię, jednak potraktuję to jak taki mini „projekt denko” lub inaczej „kilka słów o… „  A więc:

Pierwszy od lewej-> szampon do włosów koloryzowanych rumianek i słonecznik Fitomed, sklep zielarski ok 13 zł. Zdecydowanie najłagodniejszy z całej trójki. Zapach delikatny, ziołowy. Konsystencja taka standardowa, no może trochę rzadsza niż standardowa. Szampon bardzo dobrze się pienił, włosy po nim aż skrzypiały z czystości (nie lubię tego uczucia). Czy wpłynął na kolor moich włosów? (bo to m.in też obiecuje producent). Wydawało mi się, że nie, ale jak ostatnio zobaczyłam siebie na zdjęciu z moją siostrą, z którą miałyśmy zawsze zbliżony odcień, to byłam mile zaskoczona, gdyż były one conajmniej o 1 ton jaśniejsze. A jak sobie przypomnę jak wyglądały moje włosy podczas innych zim (zimą jestem prawie szatynką:P) to już w ogóle słoneczny blond! Także jeśli to zasługa szamponu, to duży plus. Poniżej skład.

Szampon na zdjęciu w środku, to odbudowujący szampon z Yves Rocher do włosów bardzo suchych i kręconych/spuszonych, w promocji chyba ok 11 zł. Kupiłam go nie zerkając wcześniej na skład, byłam pewna, że będzie bez SLS, tymczasem to szampon o składzie typowo drogeryjnym. I mimo zawartości olejku jojoba i jakichś tam protein nie zaliczyłabym go do szamponów nadających się do włosów suchych. Używałam go sporadycznie, jak potrzebowałam mocnego oczyszczenia. Przyjemny zapach, kremowa konsystencja, full piany- wiadomo. Skład:

Ostatni szampon, również z Yves Rocher, nie pamiętam ile kosztował, to już totalny „rypacz”:) Oprócz soku z cytryny i wit. E (choć to i tak śladowe ilości, bo zupełnie na końsu składu) nie ma nic wartościowego. Używałam baaardzo rzadko. Mimo SLSu pienił się gorzej niż ten powyżej. Pachniał płynem do mycia naczyń. Oczyszczał dobrze, ale miałam wrażenie, że był dość agresywny.

Krótko podsumowując: wrócę tylko do szamponu z Fitomedu. Dlatego, że jest w nim równowaga składników wartościowych. Początek składu super, szkoda, że jest ten SLS, ale do głębszego oczyszczania raz na jakiś czas szampon idealny. Do szamponu odbudowującego z YR nie wrócę dlatego, że w tej cenie i o takiej pojemności jest dużo lepszych szamponów, które darzę większą sympatią. A ostatni z YR po prostu totalnie nie przypadł mi do gustu, mimo że kupując go jesteśmy ekologiczni, to jednak nie chcę mieć z nim już do czynienia. A jeśli chodzi o szampony z Alterry, to wracam do nich co jakiś czas, trochę tak z „braku laku”.  W każdym razie poszukiwania idealnego szamponu do codziennego stosowania nadal trwają. Może ktoś coś poleci?

P.S Tutaj część pierwsza historii o poszukiwaniu idealnego szamponu:
http://blondstory.blog.pl/2013/06/01/ktory-z-szamponow-kupie-ponownie/

-40% w Rossmanie

4 komentarzy

Tak! Ja też nie mogłam się oprzeć:) Ale można powiedzieć, że zakupy były symboliczne:)

Od lewej:

  • fluo top coat z Wibo 3,39zł; to moja druga buteleczka. Stosuje go tylko na paznokcie pomalowane odżywką wybielającą z Eveline (moją ulubioną!). Nadaje wtedy paznokciom odrobinę koloru. Stosuję go również na wszystkie nudziaki.
  • lakier Manhattan 65W, 8,39zł; nigdy wcześniej nie miałam lakierów z tej firmy. Skusiłam się tylko i wyłącznie ze względu na promocje. No i jako, że lubię ciemne, intensywne kolory o tej porze roku.
  • Mascara Curling Pump Up Lovely, 5,99zł. Od lat stosuję tusze z Maybelline, ale postanowiłam spróbować, bo podobno nie odbiega jakością od dużo droższych drogeryjnych tuszów, a skoro nie widać różnicy to po co przepłacać?:)
  • Miss Sporty Eyeliner w kolorze dark chocolate, zapłaciłam również coś koło 5-6zł. To już sprawdzony produkt. Jest tani i nie mogę na niego narzekać. Trzeba tylko nabrać wprawy w malowaniu takim pędzelkiem jaki posiada ten eyliner (dość długi i miękki)
  • Eyeliner z Lovely, 3,99zł! czarny. Bo za taką ceną, to aż żal nie wyprobować… :) ale chyba dam go siostrze, która chce się nauczyć malować kreski;)
  • pomadki błyszczykowe Wibo Eliksir, po 5zł z groszami każda. Tu chyba nie muszę nic mówić, bo każda blogerka przynajmniej raz o nich słyszała. Wybrałam dla siebie 3 odcienie:

od lewej: 06, 01 i 05. Środkowy kolor będzie idealny na lato i to on był sprawcą tego, że później kupiłam 06, czyli też róż, ale trochę zgaszony. No i 05 odcień idealny na teraz, taki ciepły trochę róż, trochę beż, idealnie współgrający z kolorem moich ust. Konsystencja pomadek świetna, kolor nie zbiera się, trwałością nie grzeszą, ale przynajmniej jak się ściera, to w bardzo przyzwoity sposób. Polubiłam je bardzo, tak samo jak podobną do nich poamdkę błyszczykową z Lovely, która królowała u mnie na ustach zeszłorocznej zimy.

Nie udało mi się dotrzeć na promocję do Super Pharm, ale może to i lepiej, bo kupiłabym mnóstwo produktów do włosów, a tego mam już tyle, że hoho:) I zresztą obiecałam sobie, że teraz wykończę wszystkie moje stare kosmetyki i wtedy zrobię zakupy przez internet, bo wszystkiego co jest w drogeriach już chyba próbowałam:)

Pozdrawiam!

Brak komentarzy

Dziś w moje łapki wpadły dwie zupełnie nowe rzeczy do włosów:

Nad odżywką Nivea Long Repair zastanawiałam się już na tyle długo, że jak zobaczyłam ją w sklepie w promocji nie mogłam nie włożyć jej do koszyka:) Sporo pozytywnych opinii jak na taką drogeryjną, silikonową odżywkę. Ale właśnie czegoś takiego szukałam. Za 200ml produktu zapłaciłam 7,99zł, choć wiem, że w Biedronce można było ją dostać za 4,99zł, niestety jakoś nigdy na nią tam nie trafiłam. Niedawno podczas zakupów w zupełnie nie kosmetycznym sklepie pani dorzuciła mi próbkę szamponu i odżywki Nivea Diamond Volume, ale spodobał mi się tylko zapach. Choć odzwyczajona od szamponów z SLS byłam zaskoczona, że wystarczy tak mała ilość, żeby uzyskać taaaaką pianę:) A jeśli chodzi o odżywki, to z kolei w drugą stronę, bo chyba przywykłam do zbytniej rozrzutności i 10ml próbeczka wystarczyła mi…no, nie wystarczyła mi zupełnie:P Wracając do Long Repair jeszcze jej nie próbowałam, miałam zamiar zrobić to dziś, ale jednak chciałam sprawdzić na moich włosach coś innego, też nowego, a mianowicie Oleju z Kiełków Pszenicy, ponieważ lniany już wykończyłam. Kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, zapłaciłam niecałe 14zł za 50ml. W porównaniu do oleju lnianego, to trochę drogi interes, no ale zobaczymy. Nałożyłam na wilgotne włosy i balsam DeBa pod folię i czapkę na 3 godziny i narazie włosy sobie schną:) O dokładnych efektach jakie uzyskam po tych produktach napiszę wkrótce.

                      

Tutaj akurat nie są tak frizzy jak zwykle po umyciu:) Powiedziałabym nawet, że jest całkiem dobrze. Włosy naolejowałam lnianym na kilka godzin, na 20 min przed zmyciem nałożyłam odżywkę Garnier AiK, a następnie umyłam włosy balsamem Ms Potters. Po raz pierwszy myłam dziś włosy tylko odżywką! I już widzę, żę puch jest znacznie mniejszy, więc chyba zostanę przy metodzie co-washing:) Włosy wyschły naturalnie, odciskałam je jedynie bawełnianą koszulką (scrunching). Najbardziej oporne, suche i spuszone partie potraktowałam krem do loków Marc Anthony i voila’ :) Jest całkiem spoko:)

A tutaj coś co poprawia mi humor i przypomina by zaakceptować i pokochać swoje włosy takimi jakie są:



P.S W tym tygodniu udało mi się nałożyć na włosy olej aż 4 razy!!:D

Jeśli olejować, to tylko systematycznie. Inaczej nie ma sensu i…  efektów! Ja miałam kilka podjeść do olejowania, ale dopiero od niedawna robię to naprawdę regularnie. Zazwyczaj na odżywkę Garnier AiK na kilka godzin. Ostatnio po wcześniejszym umyciu balsamem Ms Potter’s z aloesem. Od czasu do czasu mieszam też olej lniany z olejkiem BDFM. Mam wrażenie, że wtedy trochę bardziej się błyszczą. Niedługo skończę butelkę oleju lnianego i zastanawiam się jaki będzie jego następcą, a może jeszcze raz ten sam? Krzywdy mi przecież nie zrobił, ale możliwe, że z innym może być jeszcze lepiej?

Należy pamiętać, że do każdego rodzaju włosa przeznaczony jest inny olej, ale co najważniejsze dobór oleju jest sprawą bardzo indywidualną i dopóki nie przetestujemy go na sobie nie będziemy miały 100% pewności czy jest on dla nas właściwy czy nie.

 

 

 

 

W doborze oleju można sobie pomóc pamiętając, że dzielą się one na 3 kategorie:

  • jednonienasycone
  • wielonienasycone
  • nasycone

Różnią się one między sobą zawartością kwasów tłuszczowych. Najlepiej opisane znalazłam to na blogu:
http://blondeme.pl/jaki-olej-do-wlosow-blond-podzial-olejow-roslinnych-dobor/

Bywają gorsze i lepsze dni dla moich włosów. Ostatnio gorszych było zdecydowanie więcej, do tego stopnia, że  miałam ochotę ściąć je do ramion. Mimo wszystko podcięłam tylko końcówki i nadal brnę ścieżkami świadomej pielęgnacji. Wróciłam do mycia włosów codziennie, ale to ze względu na to, że bardzo zależy mi, aby były świeże. Ale jeśli nie idę na uczelnię zdarza się, że myje włosy co drugi dzień. Przejdźmy do konkretów, czyli produkty, których aktualnie używam:

Poniższe dwa produkty kupiłam ponownie. Suchy szampon drugie opakowanie, natomiast odżywka Garnier któreś z kolei.. 4? 5? W każdym razie używam jej zawsze kiedy nakładam na włosy olej lniany. (mieszanka 2 łyżek odżywki i 1,5 łyżki oleju). Cenię ją za emolientowy skład i nie wykluczam kupienia olejku z awokado, gdyż zawarty wysoko w składzie tej odżywki wygładza moje puszące się włosy.

 

1- olejek BFM, ogólnie stosuję do ciała, ale dziś wymieszałam z olejem lnianym i nałożyłam na kilka godzin na włosy

2- odżywka Garnier AiK, o której napisałam już wyżej.

3- nowość! Czyli balsam Mrs. Potters z aloesem i jedwabiem, który stosuję w myciu jako pierwsze O, a także jako odżywkę bez spłukiwania.Dzisiaj umyłam nim także dwudniowe włosy, po czym nałożyłam olej.

4- nowość! Czyli odżywka DeBa zakupiona w Biedronce. Mam zamiar używać jak balsam Mrs. Potters. Sądze, że na moich puszących się włosach może sprawdzić się lepiej, gdyż ma bardziej emolientowy skład.

 

Składy tych nowości:

 

Jeśli o nowościach mowa, to muszę też wspomnieć, że po raz pierwszy zaingerowałam chemicznie w mój naturalny kolor włosów za pomocą osławionego sprayu rozjaśniającego od Johna Friedy (kupiłam w Rossmanie w mega promocji- 22,90zł)

TAK, produkt działa. Nie mam niestety zdjęć porównawczych przed i po, więc musicie uwierzyć mi na słowo. I uwierzyć jeszcze musicie, że jeśli stosuje się go z głową, to nie niszczy włosów. Z efektów jestem zadowolona i co jakiś czas psikam na wybrane pasma. Zamierzam zużyć do końca. Ewentualnie podzielę się z siostrą;)

Kolejna absolutna nowość w mojej łazience to puder got2be:

Używałam tylko dwa razy, nie uzyskałam efektu WOW, ale jakieś działanie, nawet widoczne było. Nie żałuję zakupu. Ale na pewno nie jest to niezbędny produkt. (Super-pharm, promocja 14,99zł)

 Olej0wać udaje mi się raz w tygodniu, zazwyczaj w soboty, na kilka godzin. Niestety, to chyba za mało, albo za krótko, bym śmiało mogła powiedzieć, że olej ma świetny wpływ na moje włosy. Ale na pewno nie zrezygnuję z tego elementu pielęgnacji. Ponieważ nadeszła jesień i włosy są bardziej narażone na uszkodzenia mechaniczne w postaci ocierania się o kurtki, szal włączyłam do pielęgnacji silikony. Planuję też w związku z tym zaopatrzyć się w jakieś drogeryjne silikonowe odżywki. Mam na oku Nivea Long Repair lub Gliss Kur Oil Nutritive.

Pozdrawiam!

Niedługo minie rok od mojej świadomej pielęgnacji. W tym czasie włosy miały gorsze lub lepsze dni, ale jednak droga naturalnej, świadomej pielęgnacji prowadziła je ku lepszemu życiu. Dziś mam dzień wolny i siedzę z olejem lnianym wymieszanym z odżywką Garniera avocado i karite (ostatnio tylko tak olejuję moje włosy). Zazwyczaj robię to na zwilżonych włosach. Dzisiaj umyłam włosy szamponem z SLS i dopiero wtedy nałożyłam olej. Staram się to robić conajmniej raz w tygodniu. Generalnie moje włosy stały się miękkie w dotyku, zaczynają lśnić(!) i są zdrowsze. Myję je co dwa dni (dawniej codziennie), nie suszę, nie prostuję. Po prostu rozpieszczam naturalną pielęgnacją:)

Dwa tygodnie temu byłam na weselu. Długo zastanawiałam się czy wybrać się z tej okazji do fryzjera. Ostatecznie postanowiłam się zapisać w dniu uroczystości, tak aby mieć pewność, że moja wymarzona fryzura utrzyma się całą noc. Od kiedy zaczęłam świadomą pielęgnację włosów doskonale wiem, który fryzjer potrafi obchodzić się z włosami w sposób profesjonalny. Moja fryzjerka miała opinię profesjonalistki, wiele osób ją polecało, ja też byłam zadowolona kiedy byłam u niej po raz pierwszy. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale wyprostowane włosy utrzymały się w idealnym stanie bez puszenia aż 3 dni! Tym razem wymarzyłam sobie luźne, gładkie, lśniące fale z maksymalną objętością. Mam włosy z natury falowane, ale posiadaczki takich włosów doskonale wiedzą, że każdego dnia owe fale mogą inaczej się prezentować. Za pomocą siemienia lnianego potrafiłam wyczarować naprawdę całkiem niezłą fryzurę, ale czasem mimo moich największych starań nic z tego nie wychodziło. Tak więc, żeby mieć PEWNOŚĆ, że wszystko będzie okej, zdecydowałam się na fryzjera . I to był największy błąd tamtego dnia…. Chciałam luźne fale nie od czubka głowy. Fale jak z prostownicy. Pani natomiast zrobiła mi loki na lokówce stożkowej od czubka głowy, po czym żeby rozluźnić skręt rozczesała je grzebieniem z wąsko rozstawionymi ząbkami! Każda falo i lokowłosa wie, że NIGDY NIE ROZCZESUJE się kręconych włosów na SUCHO!!! Pani zrobiła dokładnie odwrotnie, więc sądzę, że teraz łatwo będzie sobie wyobrazić co się ukazało moim oczom… Kopernikowo-owcowe siano. Spuszone maksymalnie, mega suche „fale”. Układanie trwało 2 godziny, zapłaciłam 40 zł, po to żeby uzyskać efekt gorszy niż mam na codzień bez żadnej stylizacji. Wróciłam z płaczem do domu, nie mając chwili do stracenia zaczęłam gotować żel lniany, żeby jakoś uratować włosy. Grzywkę od razu zmyłam i ułożyłam od nowa po swojemu. Resztę włosów udało mi się doprowadzić do normalnego stanu na sucho za pomocą siemienia. Ale nauczkę miałam i zapamiętam ją do końca życia. To ja znam najlepiej moje włosy i wiem jak się z nimi obchodzić. Nie wiem co myślałam przed fryzjerem… że zrobi mi chyba jakiś cud na głowie, że silikony sprawią, że fale będą lśniące i gładkie. Tymczasem silikony sprawiły, że włosy były obciążone, a rozczesanie na sucho, że wyglądały na suche i zniszczone. Poniżej zdjęcie, na którym PO LEWEJ włosy układane samodzielnie. Układane to nawet za dużo powiedziane. One po prostu były umtye szamponem bez SLS, rozczesane palcami na mokro, potraktowane balsamem do loków Marc Anthony i harmonijkowane. Pozostawione do wyschnięcia. PO PRAWEJ włosy układane 2 godziny u fryzjera…. Efekt? Taki sam, jak nie gorszy. Po wyjściu z salonu były w jeszcze gorszym stanie, na zdjęciu już trochę opadły i doszły do siebie, nie widać jednak tego jak były sianowate i suche. Przepraszam za słabą jakość zdjęć (telefonowe) i sztuczne oświetlenie.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS