Wpisy z okresu: 10.2012

Moje włosy

Brak komentarzy

Moje włosy są:

  • blond naturalne (nigdy nie farbowane)
  • długie (za łopatki)
  • falowane (kiedy byłam mała, to były platynowe loczki, później takie niewiadomoco, teraz stwierdzam, że są to ewidente fale, nigdy nie będzie z nich lśniącej prostej tafli, ani super mocnego skrętu, po prostu fale i już)
  • podatne na układanie
  • przetłuszczające się u nasady i suche na długości
  • mają tendencję do puszenia
  • podejrzewam, że są średnio porowate w kierunku do wysoko porowatych (pewności nie mam)

Jak zaczęła się moja przygoda z włosomaniactwem?

Bardzo spontanicznie, a momentem przełomowym była… nieudana próba domowego laminowania. Naczytałam się o tym, naoglądałam obrazków i postanowiłam wypróbować spodziewając się efektów podobnych do tych widzianych na zdjęciach. Oczywiście przeczytałam też o tym, że nie każdej dziewczynie udał się ten żelatynowy zabieg, ale było ich niewiele. Pomyślałam więc: na pewno nie jestem w tej mniejszości. Jednak myliłam się. Co prawda moje włosy nie wyglądały gorzej niż przed laminowaniem (bo i o takich przypadkach czytałam) ale zabieg ten nie zrobił z moimi włosami kompletnie nic. No może trochę zyskały na objętości, ale poza tym nic, nic, zero. I właściwie dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu dowiedziałam się co nieco o porowatości włosów, o naturalnych kosmetykach, SLSach i innych takich.

Z czego nie potrafię zrezygnować? (a chciałabym to zmienić)

Mycie włosów codziennie. Chciałabym móc to robić choćby co drugi dzień. Wiem, że to nie trudne do zrezalizowania, ale przyzwyczajenie robi swoje, no i przede wszystkim lubię mieć po prostu czyste, świeże włosy. Chciałabym też zrezygnować z codziennego układania grzywki. Robię to zawsze rano i póki co nie wyobrażam sobie wyjść do pracy czy na uczelnię bez ułożonej na grubej szczotce grzwyki. Generalnie nie suszę włosów suszarką, pozostawiam je do samodzielnego wyschnięcia, ale grzwykę katuję dzień w dzień. I to jeszcze tak, że wieczorem myję całą głowę, rano ponownie grzwykę i wtedy układam. Zdecydowanie chcę to zmienić. Czasami zdarza mi się użyć prostownicy, ale to tylko na większe wyjścia. Z tego powodu i tak jestem dumna, gdyż w gimnazjum prostownicy używałam codziennie, kiedyś nawet na wilgotne włosy…

Co zrobiłam do tej pory?

Nie używam drogeryjnych klasycznych szamponów. Mam szampon Purete Clean z wyciągiem z pokrzywy (Yves Rocher) -baza myjąca pochodzenia roślinnego! A jeśli chodzi o odżywianie, to wcześniej wspomniana maska Biovax, której używam raz na 3 dni, a w pozostałe dni dwufazowa odżywka w sprayu  Pantene Pro-V Intensywna Regeneracja, tak żeby łatwiej było mi rozczesać włosy. Narazie to tyle, jeszcze za szybko, żeby oczekiwać cudów, ALE jest już jedna pozytywna (bardzo pozytywna!) zmiana. Otóż- wypada mi znacznie mniej włosów. Podczas czesania i mycia pozostaje ich na grzebieniu zaledwie garstka. To naprawdę bardzo mało. Wkrótce zamierzam przystąpić do olejowania włosów, co wydaje mi się może być kluczowym elementem w ich pielęgnacji.

Poniżej zdjęcie kosmetyków, o których wspomniałam wyżej, i których aktualnie używam. (Pantene jak widać już na wykończeniu;) i właśnie zastanawiam się czy nie kupić na jego miejsce czegoś Biovax’owego też w sprayu).

 

Mam ją! W końcu dostałam i jestem ciekawa czy moje włosy będą równie szczęśliwe co ja. Oczywiście po zużyciu napiszę moją opinię.

edit: 07.02.2013

Po 4 miesiącach nadszedł koniec powyższej maski. No, zostało mi jej może na jeszcze jedno użycie, ale uznałam, że ilość, którą już zużyłam daje mi podstawy do tego, aby móc powiedzieć kilka słów na jej temat. Zmiany, które zauważałam na swoich włosach zapisywałam na bieżąco, tak aby nic mi nie umknęło. Na początku chciałabym zaznaczyć, że maskę stosowałam na skórę głowy oraz na włosy raz lub dwa razy w tygodniu (producent zaleca co 3-5 dni na 5 lub 15min) i zawsze na dłużej niż 15 min. Mianowicie zazwyczaj była to godzina, czasem nawet trochę dłużej, ale nigdy nie na 5 min, ponieważ uważam, że to jak dla maski mimo wszystko za krótko. Konsystencja woskowa, odpowiednia (ani zbyt lejąca, ani zbyt gęsta, po prostu odpowiednia) zapach intensywny, ale ładny. Nie utrzymuje się zbyt długo na włosach. Pomimo tego, że zawsze trzymałam ją na włosach dłużej nigdy nie zauważyłam ich obciążenia. Co mogę powiedzieć na pewno to to, że kocham łatwość z jaką rozczesują się moje włosy po tej masce. Włosy są gładsze i czuć to już podczas spłukiwania. Po wyschnięciu są mięciutkie, troszke jakby bardziej dociążone, mniej się puszą i nieśmiało próbują lśnić (na moich włosach bardzo trudno o blask). Muszę jednak zaznaczyć, że efekt był o wiele bardziej widoczny po pierwszych kilku użyciach maski. Później nie było już tak spektakularnie, być może dlatego, że moje włosy już trochę się zregenerowały?:) Czytając jeszcze na opakowaniu co obiecuje producent i z czym mogę się zgodzić to to, że włosy stały się bardziej podatne na układanie (choć moje nigdy nie miały z tym problemu). Nawilżenie też zauważyłam, ale tego czy włosy są mocniejsze, mniej łamliwe nie jestem pewna, gdyż wszelkie dobroczynne efekty jakie zauważałam trzymają się tylko do następnego mycia, a więc u mnie jest to tylko jeden dzień. Szkoda. Podsumowując: ta odżywka to mój pierwszy produkt od kiedy zaczęłam świadomą pielęgnacje włosów. I NA PEWNO jest lepsza od każdej drogeryjnej, którą wcześniej używałam, jednak recenzje na wizażu dały mi podstawy by oczekiwać od niej bardziej spektakularnych efektów, co jednak NIE znaczy, że się rozczarowałam, bo tak nie jest. Polubiłam ją i na pewno kiedyś do niej wrócę, ale następna w kolejce jest Biovax latte z proteinami mlecznymi, którą udało mi się kupić w Superpharmie za 13,99zł.

To tyle jeśli chodzi o recenzję. Nie tracę czasu na dokładne pisane tego, co obiecuje producent, składu itp, bo wszystkie włosomaniaczki pewnie znają to na pamięć:) Piszę jedynie moje subietywne odczucia i sądzę, że warto spróbować, bo maska na pewno nie może zaszkodzić. Mnie ten pierwszy biovaxowy produkt zachęcił do tego, aby spróbować wszystkich innych tej firmy.

Na dobry początek

Brak komentarzy

Właśnie siedzę w maseczce do włosów Biovax’a z proteinami mlecznymi:) kupiłam tylko taką 20ml saszetkę, gdyż w aptece nie było pełnowymiarowej wersji tej maski, którą chciałam, no i na pocieszenie (oraz na wypróbowanie) kupiłam właśnie tę (tą? tę? nigdy nie wiem:) Zakupiłam także olejek rycynowy:

olejek rycynowy

ale to raczej z myślą o rzęsach oraz skórkach wokół paznokci, czytałam, że właśnie do tego też się sprawdza, a ja mam strasznie suche i twarde. Na włosy podobno też świetna sprawa, ale może przyciemniać, a ja nie chcę zmieniać mojego naturalnego blondu. A tak w ogóle ten rycynowy olejek jest na zaparcia heh:)

Aaa! Wracając do produktów Biovaxa: NIE KUPUJCIE w Superpharmie (no chyba, że w promocji) ani w aptekach znajdujących się dużych miastach, gdyż mają tam oni nawet 70% marżę! Jakie było moje zdziwienie gdy w pewnej aptece w Bydgoszczy pan aptekarz zawołał sobie 25zł, a w mojej małej mieścinie ta sama maska kosztuje 15zł z groszami. Szok, że mogą mieć taki narzut! Ale teraz już przynajmniej wiem, żeby nie przepłacać. Tak poza tym wspomniałam dziś koleżance o moim włosomaniactwie, że pozbywam się wszystkich drogeryjnych kosmetyków do włosów i… dziwnie na mnie popatrzyła mówiąc: „Gdybym ja miała się takimi rzeczami przejmować… ” Heh, doskonale to rozumiem. Ja też się nie przejmowałam. Do dzisiaj:)

Ok, śmigam zmyć maskę:)

 

EDIT: 24.11.12;     Mini recenzja oleju rycynowego:

Minął już ponad miesiąc odkąd używam wyżej wymienionego produktu. Stosowałam go mniej lub bardziej systematycznie (ostatnie 2 tyg bardzo regularnie- codziennie smarowałam nim rzęsy i brwi) i? Tu się nie ma co rozwodzić i czekać dłużej z recenzją, gdyż z tego miejsca mogę śmiało powiedzieć, że na rzęsach sprawdził się w 100%. Stały się:

  • 2 razy gęstsze! Widzę to przede wszystkim podczas ich malowania. Zazwyczaj jedno oko było skąpo „odziane” przez rzęsy i w makijażu było to widać. Natomiast teraz wokół obu oczu mam gęste wachlarze rzęs. Wczoraj koleżanka w pracy pytała czy mam sztuczne:)
  • ciemniejsze. I to akurat widzę po demakijażu:) Myślałam, że niedokładnie zmywam tusz, gdyż wciąż widziałam, że rzęsy są ciemne. Efektem nie jest oczywiście super perłowa czerń, ale dla mnie, jako dla blondynki o naturalnie jasnej oprawie oczu efekt jest zauważalny.
  • Jeśli chodzi o brwi tutaj sprawa jest mniej klarowna, gdyż regularnie kładę na nie hennę, więc trudno mi stwierdzić czy kolor uległ zmianie. Podobnie ze wzrostem, gdyż mniej więcej co tydzień je reguluję. Ale podejrzewam, że skoro rzęsy się poprawiły, to brwi chyba też.
  • Na skórki wokół paznokci rycynę stosowałam za rzadko, by stwierdzić coś na ten temat. Wsmarowywałam za to kroplę w końcówki włosów po każdym myciu tak dla zabezpieczenia i myślę, że szkoda wydawać pieniądze na różnego rodzaju produkty typu serum itp., gdyż olejek dobrze sobie radzi i z tym zadaniem.

 

 

Hello

Brak komentarzy

To będzie prawdziwa blond historia w odcinkach, czyli relacja z walki o zdrowe, piękne i błyszczące włosy. Do dzieła!

 

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS