Wpisy z okresu: 5.2013

Przepraszam- zdjęcie z telefonu. ALE… kolejny dzień i kolejne komplementy:):) To już pewne, że po żelu zarówno ja, jak i osoby w moim otoczeniu zauważyły pozytywną zmianę. Teraz chyba już koniec z bezsensownym wydawaniem pieniędzy na kosmetyki do włosów. Wykończę to co mam (a mam mnóstwo:P) i wtedy zacznę już racjonalne, a nie obsesyjne, podejście do tematu:) Żel jest wciąż objawieniem dla moich włosów. Używam go 6 dzień,a nie wyobrażam już sobie bez niego życia:) Po tygodniu codziennego stosowania włosy są niewiarygodnie mięciutkie, bardziej gładkie i nawilżone, no i te fale… :D Co prawda jednego dnia skręt włosów jest intensywniejszy, drugiego mniej, ale podejrzewam, że zależy to również od pogody, a także od tego jaką odżwykę zastosuję po myciu.

Dziś było tylko lepiej:) Wieczorem wgniotłam we włosy dużo więcej żelu, żeby się upewnić czy rzeczywiście nie obciąży on włosów. Rano nie wyglądało to najlepiej, ale po wygnieceniu efekt nieświeżych włosów zniknął w mgnieniu oka, natomiast pojawiła się burza falo-loków o ładnej objętości. Włosy były też ładnie podniesione od nasady, co świadczy o tym, że żel ANI TROCHĘ nie obciąża moich piórek. Ta pozytywna zmiana nie pozostała niezauważona przez moje otoczenie, co mnie baaaardzo ucieszyło:) Pierwszy komplement tego dnia dostałam od siostry, która stwierdziła, że wszystkie kosmetyki, które używałam do tej pory mają się nijak w porównaniu do żelu. Pytała jak go przygotwuje itp, a ja zachwycona mogłam z dumą opowiadać:P Na uczelni dziewczyny koniecznie chcą wypróbować żel na swoich włosach. Wcześniej ktoś mi się pytał też czy kręce lokówką i usłyszałam też, że włosy są soczyste:D To istny przełom w mojej włosowej pielęgnacji:) Jeśli ta długa, trudna droga, którą przebyłam prowadziła do poznania tego lnaniego specyfiku, to TAK! OPŁACAŁO SIĘ:D:D

Jedno użycie i już wiem, że żel lniany zostanie ze mną na dłużej:) Teraz tylko wypracować idealną dla siebie konsystencję i próbować stosować na różne sposoby. Jak się cieszę, że moje włosy go polubiły! Mam 100% pewność, że nie robię im krzywdy, bo to 100% naturalny produkt:) Zastosowałam go zaraz po myciu, na osuszone koszulką włosy. Wgniotłam formując loki i tak zostawiłam. Nie ruszałam do wyschnięcia. Żel zastąpił mi odżywkę po myciu oraz środek do stylizacji rano, podkreślił skręt fal, delikatnie je utrwalił i zapobiegł ich nadmiernemu puszeniu się. Czego chcieć więcej? Zdjęcia przy naturalnym świetle (w końcu;). Jestem zadowolona:)

A poniżej włosy moje i mojej siostry, która jest również naturalną blondynką, ale jednak struktura jej włosów jest zupeeeełnie inna, czego zresztą zawsze jej zazdrościłam, bo to ja chciałam mieć proste włosy:P

   

Swój żel przechowuję w lodówce w pudełeczku po masce Biovax (wiedziałam, że kiedyś do czegoś mi się przyda!:D) Sądze, że w 2 tyg uda mi się zużyć całość, ale to się jeszcze okaże:) Pozdrawiam!

Moja kolej!:) O dobroczynnych właściwościach siemienia słyszałam już dawno temu, niedawno postanowiłam zgłębić tę wiedzę, a całkiem niedawno, bo dosłownie kilka chwil temu ugotowałam swój pierwszy żel:) Wiem, że trzeba wypracować sobie własną recepturę, ja chciałam, żeby mój był dość gęsty, gdyż zamierzam używać go jako stylizator moich fal, dlatego gotowałam dłużej niż 15 min. Martwi mnie jednak to, że konsystencji żelu to to narazie nie ma, ale odczekam te zalecane 12 godzin mając nadzieję na uzyskanie pożądanej konsystencji. No i jeszcze jedna sprawa.. Mój „żel” wcale nie jest bezzapachowy, a z tego co wyczytałam większości z was taki wychodzi. Żel też nie jest bezbarwny, ale raczej mocno brązowy:P Nie wiem co z tego będzie. Najwyżej zastosuję jako płukankę:) Relacje z pierwszej próby wystylizowania fal tym osławionym żelem już niebawem:)

Maaaaj!

Brak komentarzy

Witam w trochę nowej odsłonie:) (którą zresztą będę jeszcze modyfikować, bo wciąż coś nie pasuje mi w tych szablonach, ale mniejsza z tym;) Do rzeczy: Powyżej kosmetyki, które są nowościami w mojej włosowej pielęgnacji. Od lewej:

  • płukanka octowa z malin Yves Rocher, w promocji 19zł z groszami. Jeszcze nie używałam, więc nic nie powiem. Kupiłam z ciekawości:) Ale z jednym zgodzę się na pewno- zapach! Pachnie jak malinowa mamba tylko 100 razy intensywniej:)
  • krem podkreślający skręt włosów Marc Anthony, w promocji w Rossmanie jakieś 23zł. Wspominałam o nim chyba we wcześniejszym poście. Jest pewnikiem w stylizacji. Jeśli go użyję wiem, że skręt będzie zdefuniowany, a włosy nie będą się puszyć. Nie przepadam za cytrusowym, chemicznym zapachem, ale uwielbiam jego działanie. Na moje długie włosy wystarczy odrobina. Łatwo przesadzić z ilością i wtedy włosy tracą z lekkości, są jakby tłuste, obciążone (nie nakładam u nasady!) Jeśli użyję odpowiednią ilość produktu włosy są DOciążone, co uwielbiam:)
  • odżywka do włosów blond John Frieda, oczywiście też w promocji, bo nie jestem jeszcze na tym etapie, aby wydawać aż tyle kasy na kosmetyki do włosów, tak więc kosztował mnie 26,99zł w Rossmanie. Cena regularna to ok 35zł. Jeszcze nie używałam, bo nabyłam go przedwczoraj. Pachnie ładnie:) I opinie też ma ładne! Także jestem pełna nadziei:)
  • szampon Ecolabel Yves Rocher, cena regularna chyba 15zł, ja kupiłam za 10,90zł. Szampon do włosów normalnych, z detergentem, ale bez silikonów o prostym, krótkim składzie. Idealny do gruntownego oczyszczania i w tym celu go kupiłam. Pachnie znowu cytrusowo (zawiera ekstrakt ze skórki cytryny zdaje się) i niestety dla mnie pachnie to płynem do mycia naczyń:P Na szczęście używam go sporadycznie ze względu właśnie na SLS, a zdecydowałam się na kupno, bo jednocześnie robię coś dobrego dla środowiska. Produkt wyróżniony ekologicznym certyfikatem jakości Ecolabel.
  • szampon do włosów normalnych Timotei Organic, w Rossmanie w promocji za 8,99zł z okazji  „cena na do widzenia”, więc zapewne już się nie pojawi. Nie będę tęsknić. Zapach okropny! Jak narazie jest liderem w kategorii na brzydkie zapachy:P Ale skład przyjazny, dlatego się skusiłam. Zamierzałam stostować do codziennego mycia, ale ze względu na zapach stostuje go co jakiś czas, bo po prostu nic przyjemnego wąchać to codziennie:) Na szczęście nie zostaje długo na włosach.
  • szampon podkreślający kolor do włosów blond Yves Rocher, rumiankowy, ale dla mnie pachnie cudowną akacją:) Kupiłam w promocji za 9,90zł. Jeśli chodzi o działanie rozjaśniające nie wiem, bo za krótko używam. I nawet nie będę tego robić super często, bo zawiera SLS, ale kupiłam w myśl tego, że chcę naturalnie popracować nad kolorem moich włosów.
  • leżący produkt pod wszystkimi, to jedwabista odżywka z owsem do włosów suchych Yves Rocher, niecałe 10 zł, oczywiście promocja. Nie chciałam jej kupić, ale zrobiłam to, bo nie było tej, którą sobie wybrałam, a brakowało mi do darmowej przesyłki:P Nie oczekiwałam zbyt wiele, bo w porównaniu do tej, którą chciałam miała słabe opinie, ale wiecie co? Jest całkiem fajna. O recenzję pokuszę się jak zużyję całość, bo teraz oczywiście nie ma to większego sensu. Jedno co mogę powiedzieć, to to, że jest to jedyna odżywka, której zapach utrzymuje się na włosach do następnego dnia! (myję włosy wieczorem, a następnego wieczoru włosy pachną wciąż tak samo intensywnie!). Szkoda, że zapach ten średnio mi się podoba, za to moja mama ciągle chce mnie wąchać:P szaleństwo!:D

Podsumowując, teraz skupiam się na podbijaniu blondu i mają temu służyć: 

 

Oprócz tego zapomniałam dodać, że od 2 tygodni stosuję taki suplement:

 

 A z okazji urodzin od Yves Rocher dostałam przemiłe prezenty:) Poniżej 2 z nich:Wodę perfumowaną Vanille Noir, na którą już od dawna miałam chrapkę:P Oraz antyperspirant pachnący wiciokrzewem, o którego istnieniu nie miałam zielonego pojęcia:P Niestety muszę przyznać, że z poprzedniego antyperspirantu od YR nie byłam zadowolna. W produkty tego typu będę się zaopatrzać w drogeriach, gdyż Garnier, którego używam od kilku lat jest zdecydowanie skuteczniejszy.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS