Wpisy z okresu: 6.2013

Właśnie dzisiaj znalazłam chyba swój idealny sposób olejowania włosów, stąd ten entuzjastyczny tytuł. Otóż miałam dzisiaj ochotę zrobić dla włosów coś więcej niż zazwyczaj, korzystając z okazji, że cały dzień jestem w domu. Pomyślałam więc, a może by tak….olej? Ostatnie próby skończyły się wyrywaniem sobie włosów i totalnym brakiem efektów. Dziś natomiast stwierdziłam, że spróbuję innego sposobu nałożenia specyfiku i zobaczymy. Tak więc zmoczyłam włosy (nie zupełnie świeże, bo dwu dniowe;) a dopiero wtedy nałożyłam na nie olej, a właściwie odżywkę z olejem. Wymieszałam mniej więcej 1,5 łyżki stołowej najbardziej emolientowej odżywki jaką posiadam (Garnier avokado i karite) z 1 łyżką oleju lnianego. Zaplotłam warkocz i tak chodziłam kilka godzin. Zmyłam głowę dwukrotnie szapomen Alterra migdały i jojoba. Efekt? Włosy jeszcze do końca nie wyschły (wyschnęły?:P) , więc nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale w dotyku są taaaaaak miękkie i gładkie, że nie mogę przestać ich dotykać. Po umyciu nie nakładałam już żadnej odżywki do spłukiwania, a jedynie lekką odżywkę Gliss Kura w piancę (chcę ją wreszczie skończyć) + jedwab na końce. Co jeszcze zauważyłam to na pewno to, że włosy mniej się falują, ale są sprężyste, dociążone, nie wiem jak ocenić puszenie- to dopiero jutro rano. Myślę jednak, żeby na nowo wdrożyć olej do mojej włosowej pielęgnacji. Skoro już nauczyłam się robić to w odpowiedni dla moich włosów sposób, to szkoda by z tego dobrodziejstwa nie skorzystać. I tak zamiast uczyć się na poniedziałkowy egzamin układam sobie w głowie nowy plan pielęgnacji włosów:) Stanęło na tym, że w soboty będzie włosowe SPA koniecznie z olejem, w niedzielę silkonowy Frieda, środa należy do Biovaxu, a pozostałe dni to standardowe odżywki zazwyczaj ze spłukiwaniem. Choć ostatnio kiedy nie miałam czasu, aby cokolwiek zrobić z włosami po umyciu nałożyłam na nie tylko Naturię mak i bawełna b/s (to nowość u mnie) i efekt podobny do dzisiejszego olejowania, a na pewno lepszy, niż po dotyczas używannych odżywkach d/s. Tak więc może czasem MNIEJ znaczy WIĘCEJ.

 

Prawda, że piękne? Szkoda, że nie moje:P

 

Tak wyglądały moje włosy pewnego majowego przedpołudnia. Fale miały średni skręt, chyba dlatego, że poszłam w zbyt wilgotnych spać. Teraz stwierdziłam, że jeśli włosy są zbyt mokre, to lepiej je wysuszyć suszarką, niż pozwolić takim wilgotnym niszczyć się mechanicznie podczas snu. Sądzę, że w ten sposób wybieram mniejsze zło.

Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, to obecnie myję je szaponem z Alterry migadły i jojoba codziennie i conajmniej 2x w tyg jakiś SLeS (rumiankowy do blondu z YR). Odżywki głównie z naturalnym składem i co kilka dni silikonowy John Frieda dla blondynek. Raz w tygodniu maska Biovax z proteinami mlecznymi, no i co drugi dzień wgniatam we włosy żel z siemienia lnianego, po czym zawsze otrzymuję komplementy:) co mnie ogromnieee cieszy:D

Dziś użyłam sobie suchego szamponu z Isany. Włosy myłam ostatnio w sobotę, a że dziś musiałam wyskoczyć na miasto, jednak nie miałam tyle czasu, żeby je umyć i pozwolić im naturalnie wyschnąć przypomniałam sobie o Isanie. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Spełnia swoje zadanie w 100%. Tylko jeszcze nie nauczyłam się do końca go wyczesywać, ale tym razem było i tak super.

W drogerii wpadły mi dziś ampułki do włosów z Marionu za śmieszne pieniądze. Mało o nich informacji w internecie, ale sobie wypróbuję, bo lubię tę firmę:) Oprócz tego, w końcu dokupiłam do swojej lakierowej kolekcji żołty lakier z Golden Rose i teraz tylko czekam, aż otrzymam przesyłkę z Niemiec z dwoma płytkami Konad do zdobienia paznokci. Lubię takie duperelki:)

Jak teraz dotykam moich włosów i na nie patrzę, to sądzę, że chyba jednak są reformowalne, tylko potrzebowały więcej czasu:) Są teraz w znacznie lepszym stanie niż kilka miesięcy temu. Bardziej miękkie, nawilżone, troszkę mniej się puszą, czasem nawet próbują nieśmiało błyszczeć w blasku słońca:D:D No i na pewno lepiej poznalam ich potrzeby, dzięki czemu wiem jak mogę im dogodzić:)

Doszłam do wniosku, że recenzując produkty nie ma co się rozwodzić nad tymi, które nie porwały mi serca. Szkoda czasu. Tak więc ta recenzja będzie krótka:) Kupiłam miniaturową wersję tej odżywki i tylko kiedy trzymałam ją pod czepkiem i znacznie dłużej niż zaleca producent, dała fajny rezultat, bo zauważyłam JAKIEŚ nawilżenie włosów. Co do zaleceń producenta…na opakowaniu jest bardzo oszczędny w słowach, bo owych zaleceń w języku polskim zwyczajnie brak. Dobrze znać angielski, o tak:) Odżywka zawiera olejek pracaxi, kokosowy, z nasion palm Orbignya (bardziej znany jako olejek z Babassu), z orzechów manketti oraz miód i wit.E. Pozostałe składniki to klasyczny konserwant, zapach, zmiękczacz itp. Po tylu dobroczynnych składnikach spodziewałabym się czegoś o wiele bardziej spektakularnego, ale niestety rozczarowałam się. Po zużyciu malutkiej buteleczki byłam usatysfakcjonowana, ale po skończeniu pełnowymiarowej wersji już nie. Nasuwa mi się smutny wniosek, że być może to małe oszustwo producenta? Choć skład obu niby taki sam. No ale jak wytłumaczyć fakt tak odmiennego działania? Miniaturowa odżywka miała nawet gęstszą, bardziej zbitą konsystencję, natomiast ta w dużej butelce przelewała się przez palce. Czuję się oszukana. I na pewno nie wydam więcej prawie 30 zł na produkt, którego jakość jest porównywalna z tymi kosztującymi 3 razy mniej. Małe buteleczki z The Body Shop- TAK, pełnowymiarowe wersje tych samych produktów- NIE. No i jeszcze jeśli chodzi o komfort użytkowania- jak widać, żeby wydobyć całość produktu musiałam rozciąć butelkę.

No chyba, że akurat ja pechowo trafiłam na dwie różne odżywki…?

 

Zmieniając temat, kilka dni temu byłam u znajomej fryzjerki, która podcięła mi końcówki. To jedyny w mojej historii fryzjer, który ściął mi z długości MNIEJ, niż sobie życzyłam:P Szok:) I tak jeszcze z innej beczki, to chciałam się jeszcze pochwalić, że stałam się posiadaczką legendarnego różu Bourjois:P Oczywiście Rossmanowa promocja -40% się do tego przyczyniła:D Ogromna gama kolorystyczna, więc naprawdę nie wiedziałam, który z nich wybrać. W końcu zdecydowałam się na klasyczny 95 Rose de Jaspe.

Zdjęcie przedstawia szampony, które używałam na przełomie ostatnich kilku miesięcy. Od razu mówię, że tylko jeden z nich ponownie znalazł się na mojej półce. Który?

Od lewej:

GP z rumiankiem do włosów osłabionych i zniszczonych-> kupiłam na początku drogi włosomaniactwa skuszona obietnicą zerowej zawartości parabenów, barwników, SLS i SLES oraz wizją „zdrowych, nawilżonych, elastycznych i pełnych blasku włosów” Owszem, może i  szapomon nie zawiera SLS, ale ma na drugim miejscu w składzie Sodium Myreth Sulfate, który też jest detergentem syntetycznym i w sumie znajduje się w tej samej grupie co wyżej wymieniony SLS i SLES. Tak więc czuję się trochę oszukana. Co prawda detergenty te nie robią mi krzywdy, ale chciałam przecież spróbować pielęgnacji bez nich. Szampon jak szampon, a że ziołowy to i włosy wyglądały na bardziej wysuszone niż nawilżone, bardziej matowe niż pełne blasku, a zapach „gorzkiego” rumianku bardziej odrzucał niż zachęcał. Generalnie bez odżywki ani rusz. Nie zamierzam kupić ponownie.

Babydream z Rossmana-> śmieszna cena, ale również nie zamierzam do niego wrócić. Sądzę, że do włosów niemowląt rzeczywiście będzie idealny, ale moje długie strasznie plątał, w efekcie czego pozbyłam się wielu cennych zdrowych włosów. Zresztą pisałam już o nim tutaj:
http://blondstory.blog.pl/2012/12/12/
76/

Alterra, Granat i Aloes do włosów suchych i zniszczonych-> jak za 9,99zł, 200 ml zawartość i bardzo kiepściutką wydajność, to wychodzi nam drogi szampon! Ale to jedyny z tych czterech, po który świadomie wróciłam do Rossmana. Łagodny skład, na pewno nie wysusza moich włosów jak GP, i nie plącze jak Babydream. Nie podoba mi się zapach (jak wszystkich kosmetyków z Alterry) ale ze względu na fajne działanie jestem skłonna kupić go jeszcze raz. Aktualnie mam ten z migdałami i jojobą do wrażliwej skóry głowy, bo chce wypróbować wszystkie z tej serii, nie wiedziałam, że może pachnieć jeszcze gorzej, fuu!:P No ale… :D

Timotei Organic Delight do włosów normalnych-> chyba jestem wybredna jeśli chodzi o zapachy, bo ten…też mi się nie podoba!:P I już sama nie wiem czy ten czy alterrowy jest gorszy:P Strasznie cierpki, ziołowy, no po prostu śmierdzi:D Z tego właśnie względu nie zużyłam go jeszcze do końca (więc teoretycznie nie powinnam o nim pisać, no ale musicie mi wybaczyć, jestem już bardzo blisko denka:P) Oprócz tego ma łagodny skład, łagodniejszy niż GP i jest nieszkodliwy dla moich włosów, ale z wiadomych już względów na pewno do niego nie wrócę;) Poza tym chyba został już wycofany z produkcji, bo o ile dobrze pamiętam kupowałam go w Rossmanie w promocji „cena na do widzenia”.

 

Jeśli o mnie chodzi oczekuję od szamponu dobrego oczyszczenia mojej przetłszczającej się skóry głowy, ale nie całkowitego odtłuszczenia, dlatego właśnie zdecydowałam się na łagodne detergenty. O ile nie zrezygnowałam całkowicie z silikonów w odżywkach tak w szamponach ich nie toleruję. Jeśli szampon będzie świetnie działał, to jestem w stanie przymknąć oko na cenę, na brzydki zapach, na wszystko, ale jak narazie nie znalazłam tego ideału, więc wciąż szukam dalej…

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS