Właśnie dzisiaj znalazłam chyba swój idealny sposób olejowania włosów, stąd ten entuzjastyczny tytuł. Otóż miałam dzisiaj ochotę zrobić dla włosów coś więcej niż zazwyczaj, korzystając z okazji, że cały dzień jestem w domu. Pomyślałam więc, a może by tak….olej? Ostatnie próby skończyły się wyrywaniem sobie włosów i totalnym brakiem efektów. Dziś natomiast stwierdziłam, że spróbuję innego sposobu nałożenia specyfiku i zobaczymy. Tak więc zmoczyłam włosy (nie zupełnie świeże, bo dwu dniowe;) a dopiero wtedy nałożyłam na nie olej, a właściwie odżywkę z olejem. Wymieszałam mniej więcej 1,5 łyżki stołowej najbardziej emolientowej odżywki jaką posiadam (Garnier avokado i karite) z 1 łyżką oleju lnianego. Zaplotłam warkocz i tak chodziłam kilka godzin. Zmyłam głowę dwukrotnie szapomen Alterra migdały i jojoba. Efekt? Włosy jeszcze do końca nie wyschły (wyschnęły?:P) , więc nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale w dotyku są taaaaaak miękkie i gładkie, że nie mogę przestać ich dotykać. Po umyciu nie nakładałam już żadnej odżywki do spłukiwania, a jedynie lekką odżywkę Gliss Kura w piancę (chcę ją wreszczie skończyć) + jedwab na końce. Co jeszcze zauważyłam to na pewno to, że włosy mniej się falują, ale są sprężyste, dociążone, nie wiem jak ocenić puszenie- to dopiero jutro rano. Myślę jednak, żeby na nowo wdrożyć olej do mojej włosowej pielęgnacji. Skoro już nauczyłam się robić to w odpowiedni dla moich włosów sposób, to szkoda by z tego dobrodziejstwa nie skorzystać. I tak zamiast uczyć się na poniedziałkowy egzamin układam sobie w głowie nowy plan pielęgnacji włosów:) Stanęło na tym, że w soboty będzie włosowe SPA koniecznie z olejem, w niedzielę silkonowy Frieda, środa należy do Biovaxu, a pozostałe dni to standardowe odżywki zazwyczaj ze spłukiwaniem. Choć ostatnio kiedy nie miałam czasu, aby cokolwiek zrobić z włosami po umyciu nałożyłam na nie tylko Naturię mak i bawełna b/s (to nowość u mnie) i efekt podobny do dzisiejszego olejowania, a na pewno lepszy, niż po dotyczas używannych odżywkach d/s. Tak więc może czasem MNIEJ znaczy WIĘCEJ.

 

Prawda, że piękne? Szkoda, że nie moje:P