Jak widać na zdjęciu zaopatrzyłam się w sok z aloesu Prima aloes, który siedział mi w głowie już od dawna. Zamierzam nim wzbogacać maski i odżywki, jednak jego pojemność jest tak wielka (aż 1 l! A po otwarciu zużyć trzeba zaledwie w miesiąc), że będę również go spożywać, czyli zgodnie z przeznaczeniem:) Jeszcze nie próbowałam, więc nic nie mogę powiedzieć. Kolejna „nowiusieńka nowość” to szampon z Fitomedu do włosów koloryzowanych w jasnych odcieniach. Ja co prawda nie farbuję, ale właściwie nie ma to znaczenia, bo jest rumianek i słonecznik, więc  wszystko to, co lubi kolor blond naturalny lub nie:) Kupiłam go za niecałe 13 zł (250ml) razem z olejem lnianym również o tej samej pojemności i dokładnie za tą samą cenę (12,80zł) w sklepie zielarskim. Olej lniany w końcu mam swój, bo zawsze podbierałam mamie:) W ogóle nie wiedziałam, że pani ma w tym małym sklepiku takie cuda jak np. olej kokosowy!:D I już wiem, że to będzie mój następny zakup:) O reszcie kosmetyków ze zdjęcia nie piszę, bo już o nich wspomniałam we wcześniejszych notkach. Ale co do maski Biovax z olejami mam mieszane uczucia. Mieszane w kierunku negatywnych:(

Aktualnie mam naolejowane włosy i zmyję je dopiero jutro rano:) I znowu zaczęłam brać skrzyp w tabletkach. To tyle nowości. Pozdrawiam:)