Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Przeniosłam się na blogspota. Tutaj, mimo, że bloga prowadzić chciałam od zawsze (włosowego akurat od niedawna:) to jednak jakoś nigdy nie było mi po drodze. Na blogspocie się to zmieni.

Adres do nowego bloga: 
http://blondstory.blogspot.com/

Zapraszam:)

Brak komentarzy

Dziś w moje łapki wpadły dwie zupełnie nowe rzeczy do włosów:

Nad odżywką Nivea Long Repair zastanawiałam się już na tyle długo, że jak zobaczyłam ją w sklepie w promocji nie mogłam nie włożyć jej do koszyka:) Sporo pozytywnych opinii jak na taką drogeryjną, silikonową odżywkę. Ale właśnie czegoś takiego szukałam. Za 200ml produktu zapłaciłam 7,99zł, choć wiem, że w Biedronce można było ją dostać za 4,99zł, niestety jakoś nigdy na nią tam nie trafiłam. Niedawno podczas zakupów w zupełnie nie kosmetycznym sklepie pani dorzuciła mi próbkę szamponu i odżywki Nivea Diamond Volume, ale spodobał mi się tylko zapach. Choć odzwyczajona od szamponów z SLS byłam zaskoczona, że wystarczy tak mała ilość, żeby uzyskać taaaaką pianę:) A jeśli chodzi o odżywki, to z kolei w drugą stronę, bo chyba przywykłam do zbytniej rozrzutności i 10ml próbeczka wystarczyła mi…no, nie wystarczyła mi zupełnie:P Wracając do Long Repair jeszcze jej nie próbowałam, miałam zamiar zrobić to dziś, ale jednak chciałam sprawdzić na moich włosach coś innego, też nowego, a mianowicie Oleju z Kiełków Pszenicy, ponieważ lniany już wykończyłam. Kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, zapłaciłam niecałe 14zł za 50ml. W porównaniu do oleju lnianego, to trochę drogi interes, no ale zobaczymy. Nałożyłam na wilgotne włosy i balsam DeBa pod folię i czapkę na 3 godziny i narazie włosy sobie schną:) O dokładnych efektach jakie uzyskam po tych produktach napiszę wkrótce.

                      

Tutaj akurat nie są tak frizzy jak zwykle po umyciu:) Powiedziałabym nawet, że jest całkiem dobrze. Włosy naolejowałam lnianym na kilka godzin, na 20 min przed zmyciem nałożyłam odżywkę Garnier AiK, a następnie umyłam włosy balsamem Ms Potters. Po raz pierwszy myłam dziś włosy tylko odżywką! I już widzę, żę puch jest znacznie mniejszy, więc chyba zostanę przy metodzie co-washing:) Włosy wyschły naturalnie, odciskałam je jedynie bawełnianą koszulką (scrunching). Najbardziej oporne, suche i spuszone partie potraktowałam krem do loków Marc Anthony i voila’ :) Jest całkiem spoko:)

A tutaj coś co poprawia mi humor i przypomina by zaakceptować i pokochać swoje włosy takimi jakie są:



P.S W tym tygodniu udało mi się nałożyć na włosy olej aż 4 razy!!:D

Jeśli olejować, to tylko systematycznie. Inaczej nie ma sensu i…  efektów! Ja miałam kilka podjeść do olejowania, ale dopiero od niedawna robię to naprawdę regularnie. Zazwyczaj na odżywkę Garnier AiK na kilka godzin. Ostatnio po wcześniejszym umyciu balsamem Ms Potter’s z aloesem. Od czasu do czasu mieszam też olej lniany z olejkiem BDFM. Mam wrażenie, że wtedy trochę bardziej się błyszczą. Niedługo skończę butelkę oleju lnianego i zastanawiam się jaki będzie jego następcą, a może jeszcze raz ten sam? Krzywdy mi przecież nie zrobił, ale możliwe, że z innym może być jeszcze lepiej?

Należy pamiętać, że do każdego rodzaju włosa przeznaczony jest inny olej, ale co najważniejsze dobór oleju jest sprawą bardzo indywidualną i dopóki nie przetestujemy go na sobie nie będziemy miały 100% pewności czy jest on dla nas właściwy czy nie.

 

 

 

 

W doborze oleju można sobie pomóc pamiętając, że dzielą się one na 3 kategorie:

  • jednonienasycone
  • wielonienasycone
  • nasycone

Różnią się one między sobą zawartością kwasów tłuszczowych. Najlepiej opisane znalazłam to na blogu:
http://blondeme.pl/jaki-olej-do-wlosow-blond-podzial-olejow-roslinnych-dobor/

Niedługo minie rok od mojej świadomej pielęgnacji. W tym czasie włosy miały gorsze lub lepsze dni, ale jednak droga naturalnej, świadomej pielęgnacji prowadziła je ku lepszemu życiu. Dziś mam dzień wolny i siedzę z olejem lnianym wymieszanym z odżywką Garniera avocado i karite (ostatnio tylko tak olejuję moje włosy). Zazwyczaj robię to na zwilżonych włosach. Dzisiaj umyłam włosy szamponem z SLS i dopiero wtedy nałożyłam olej. Staram się to robić conajmniej raz w tygodniu. Generalnie moje włosy stały się miękkie w dotyku, zaczynają lśnić(!) i są zdrowsze. Myję je co dwa dni (dawniej codziennie), nie suszę, nie prostuję. Po prostu rozpieszczam naturalną pielęgnacją:)

Dwa tygodnie temu byłam na weselu. Długo zastanawiałam się czy wybrać się z tej okazji do fryzjera. Ostatecznie postanowiłam się zapisać w dniu uroczystości, tak aby mieć pewność, że moja wymarzona fryzura utrzyma się całą noc. Od kiedy zaczęłam świadomą pielęgnację włosów doskonale wiem, który fryzjer potrafi obchodzić się z włosami w sposób profesjonalny. Moja fryzjerka miała opinię profesjonalistki, wiele osób ją polecało, ja też byłam zadowolona kiedy byłam u niej po raz pierwszy. Nie wiem jak ona to zrobiła, ale wyprostowane włosy utrzymały się w idealnym stanie bez puszenia aż 3 dni! Tym razem wymarzyłam sobie luźne, gładkie, lśniące fale z maksymalną objętością. Mam włosy z natury falowane, ale posiadaczki takich włosów doskonale wiedzą, że każdego dnia owe fale mogą inaczej się prezentować. Za pomocą siemienia lnianego potrafiłam wyczarować naprawdę całkiem niezłą fryzurę, ale czasem mimo moich największych starań nic z tego nie wychodziło. Tak więc, żeby mieć PEWNOŚĆ, że wszystko będzie okej, zdecydowałam się na fryzjera . I to był największy błąd tamtego dnia…. Chciałam luźne fale nie od czubka głowy. Fale jak z prostownicy. Pani natomiast zrobiła mi loki na lokówce stożkowej od czubka głowy, po czym żeby rozluźnić skręt rozczesała je grzebieniem z wąsko rozstawionymi ząbkami! Każda falo i lokowłosa wie, że NIGDY NIE ROZCZESUJE się kręconych włosów na SUCHO!!! Pani zrobiła dokładnie odwrotnie, więc sądzę, że teraz łatwo będzie sobie wyobrazić co się ukazało moim oczom… Kopernikowo-owcowe siano. Spuszone maksymalnie, mega suche „fale”. Układanie trwało 2 godziny, zapłaciłam 40 zł, po to żeby uzyskać efekt gorszy niż mam na codzień bez żadnej stylizacji. Wróciłam z płaczem do domu, nie mając chwili do stracenia zaczęłam gotować żel lniany, żeby jakoś uratować włosy. Grzywkę od razu zmyłam i ułożyłam od nowa po swojemu. Resztę włosów udało mi się doprowadzić do normalnego stanu na sucho za pomocą siemienia. Ale nauczkę miałam i zapamiętam ją do końca życia. To ja znam najlepiej moje włosy i wiem jak się z nimi obchodzić. Nie wiem co myślałam przed fryzjerem… że zrobi mi chyba jakiś cud na głowie, że silikony sprawią, że fale będą lśniące i gładkie. Tymczasem silikony sprawiły, że włosy były obciążone, a rozczesanie na sucho, że wyglądały na suche i zniszczone. Poniżej zdjęcie, na którym PO LEWEJ włosy układane samodzielnie. Układane to nawet za dużo powiedziane. One po prostu były umtye szamponem bez SLS, rozczesane palcami na mokro, potraktowane balsamem do loków Marc Anthony i harmonijkowane. Pozostawione do wyschnięcia. PO PRAWEJ włosy układane 2 godziny u fryzjera…. Efekt? Taki sam, jak nie gorszy. Po wyjściu z salonu były w jeszcze gorszym stanie, na zdjęciu już trochę opadły i doszły do siebie, nie widać jednak tego jak były sianowate i suche. Przepraszam za słabą jakość zdjęć (telefonowe) i sztuczne oświetlenie.

Nowości

Brak komentarzy

 

Jak widać na zdjęciu zaopatrzyłam się w sok z aloesu Prima aloes, który siedział mi w głowie już od dawna. Zamierzam nim wzbogacać maski i odżywki, jednak jego pojemność jest tak wielka (aż 1 l! A po otwarciu zużyć trzeba zaledwie w miesiąc), że będę również go spożywać, czyli zgodnie z przeznaczeniem:) Jeszcze nie próbowałam, więc nic nie mogę powiedzieć. Kolejna „nowiusieńka nowość” to szampon z Fitomedu do włosów koloryzowanych w jasnych odcieniach. Ja co prawda nie farbuję, ale właściwie nie ma to znaczenia, bo jest rumianek i słonecznik, więc  wszystko to, co lubi kolor blond naturalny lub nie:) Kupiłam go za niecałe 13 zł (250ml) razem z olejem lnianym również o tej samej pojemności i dokładnie za tą samą cenę (12,80zł) w sklepie zielarskim. Olej lniany w końcu mam swój, bo zawsze podbierałam mamie:) W ogóle nie wiedziałam, że pani ma w tym małym sklepiku takie cuda jak np. olej kokosowy!:D I już wiem, że to będzie mój następny zakup:) O reszcie kosmetyków ze zdjęcia nie piszę, bo już o nich wspomniałam we wcześniejszych notkach. Ale co do maski Biovax z olejami mam mieszane uczucia. Mieszane w kierunku negatywnych:(

Aktualnie mam naolejowane włosy i zmyję je dopiero jutro rano:) I znowu zaczęłam brać skrzyp w tabletkach. To tyle nowości. Pozdrawiam:)

Latoooo:)

Brak komentarzy

Hej, spieszę donieść, że jestem coraz bardziej zadowolona z tego jak wyglądają moje włosy:) Poniżej zdjęcie:

Całkiem dociążone, nie puszące się, a świeżo po myciu! Wyszłam na zewnątrz, aby szybciej wyschły, gdyż wiał wiatr i świeciło słońce. Odkąd myję włosy co drugi dzień stały się one grubsze (stwierdzam po objętości włosów upiętych w kucyk). Dzieje się chyba tak po prostu dlatego, że zawsze traciłam najwięcej włosów przy myciu, a teraz skoro robię to rzadziej, to i mniej włosów wypada.

Jak wygląda moja pielęgnacja teraz? Mycie: szampon Alterra papaja i bambus, odżywka d\s (właściwie są to maski) Biovax do włosów blond oraz ta najnowsza z olejami, czasem też Alterra aloes i granat (ale tej używam rzadko, bo obawiam się alkoholu wysoko w składzie, jednak włosy po niej są błyszczące i fajne), w zasadzie jedyna odżywka jaką posiadam do Garnier avokado i karite, ale jej używam mieszając z olejem lnianym pod czepek lub bez na kilka godzin lub całą noc- efekty świetne. Włosy zabezpieczam zazwyczaj jedwabiem Marion. Jeśli chodzi o fryzurę jaką ostatnio najczęściej noszę to wysoko upięty koczek. Tak jest mi najwygodniej w pracy i podczas upałów. Jednak jest to dość ciasne upięcie i zauważyłam, że bolą mnie od tego cebulki włosów. W październiku minie rok mojej świadomej pielęgnacji. Teraz wiem, że brak zauważalnych efektów przez kilka miesięcy był po prostu czasem, który włosy potrzebowały do zregenerowania się. Teraz może być tylko lepiej:)

 

P.S Na zdjęciu jestem jeszcze w piżamie hahah:D

A oto nowe zdobycze, dzisiejsze włosy to zasługa właśnie tych produktów:

Na początek włosowa inspiracjo-motywacja:

Fale i delikatne ombre podoba mi się bardzo! Sukienka zresztą też:) uwielbiam oglądać takie zdjęcia.

A jak moje włosy? W porządku:) Co najważniejsze- myję je co drugi dzień, co uważam za mój dotychczasowy największy sukces. Nie mam żadnych zdjęć, bo jakoś nigdy nie mam na to czasu, ale na pielęgnację włosów zawsze znajdę czas. W ostatnim czasie pojawiło się u mnie sporo nowości, ale o tym będzie osobny post. Jeśli chodzi o stylizację, to wciąż numerem jeden jest żel lniany. Na większe wyjścia robię dwa loki prostownicą na grzywce, żeby ją ładnie zdefiniować, bo reszta włosów sama świetnie się definiuje. Nie mogę się doczekać, bo w tym tygodniu z Niemiec przyjedzie do mnie kilka produktów z Alverde m.in olejek do włosów. Jak tylko je dostanę, to zrobię osobny post o nowościach w moich produktach do włosów.

Ostatnio intenstywnie zastanawiam się nad kupnem spray’u rozjaśniającego włosy od John Frieda. Chciałabym bardzo wypróbować, ale to byłaby pierwsza ingerencja w mój naturalny kolor włosów i wiem co się z tym wiąże… dlatego jeszcze poczekam, ale mimo to i tak niesamowicie mnie korci:)

Właśnie dzisiaj znalazłam chyba swój idealny sposób olejowania włosów, stąd ten entuzjastyczny tytuł. Otóż miałam dzisiaj ochotę zrobić dla włosów coś więcej niż zazwyczaj, korzystając z okazji, że cały dzień jestem w domu. Pomyślałam więc, a może by tak….olej? Ostatnie próby skończyły się wyrywaniem sobie włosów i totalnym brakiem efektów. Dziś natomiast stwierdziłam, że spróbuję innego sposobu nałożenia specyfiku i zobaczymy. Tak więc zmoczyłam włosy (nie zupełnie świeże, bo dwu dniowe;) a dopiero wtedy nałożyłam na nie olej, a właściwie odżywkę z olejem. Wymieszałam mniej więcej 1,5 łyżki stołowej najbardziej emolientowej odżywki jaką posiadam (Garnier avokado i karite) z 1 łyżką oleju lnianego. Zaplotłam warkocz i tak chodziłam kilka godzin. Zmyłam głowę dwukrotnie szapomen Alterra migdały i jojoba. Efekt? Włosy jeszcze do końca nie wyschły (wyschnęły?:P) , więc nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, ale w dotyku są taaaaaak miękkie i gładkie, że nie mogę przestać ich dotykać. Po umyciu nie nakładałam już żadnej odżywki do spłukiwania, a jedynie lekką odżywkę Gliss Kura w piancę (chcę ją wreszczie skończyć) + jedwab na końce. Co jeszcze zauważyłam to na pewno to, że włosy mniej się falują, ale są sprężyste, dociążone, nie wiem jak ocenić puszenie- to dopiero jutro rano. Myślę jednak, żeby na nowo wdrożyć olej do mojej włosowej pielęgnacji. Skoro już nauczyłam się robić to w odpowiedni dla moich włosów sposób, to szkoda by z tego dobrodziejstwa nie skorzystać. I tak zamiast uczyć się na poniedziałkowy egzamin układam sobie w głowie nowy plan pielęgnacji włosów:) Stanęło na tym, że w soboty będzie włosowe SPA koniecznie z olejem, w niedzielę silkonowy Frieda, środa należy do Biovaxu, a pozostałe dni to standardowe odżywki zazwyczaj ze spłukiwaniem. Choć ostatnio kiedy nie miałam czasu, aby cokolwiek zrobić z włosami po umyciu nałożyłam na nie tylko Naturię mak i bawełna b/s (to nowość u mnie) i efekt podobny do dzisiejszego olejowania, a na pewno lepszy, niż po dotyczas używannych odżywkach d/s. Tak więc może czasem MNIEJ znaczy WIĘCEJ.

 

Prawda, że piękne? Szkoda, że nie moje:P

 

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS