Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Tak wyglądały moje włosy pewnego majowego przedpołudnia. Fale miały średni skręt, chyba dlatego, że poszłam w zbyt wilgotnych spać. Teraz stwierdziłam, że jeśli włosy są zbyt mokre, to lepiej je wysuszyć suszarką, niż pozwolić takim wilgotnym niszczyć się mechanicznie podczas snu. Sądzę, że w ten sposób wybieram mniejsze zło.

Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, to obecnie myję je szaponem z Alterry migadły i jojoba codziennie i conajmniej 2x w tyg jakiś SLeS (rumiankowy do blondu z YR). Odżywki głównie z naturalnym składem i co kilka dni silikonowy John Frieda dla blondynek. Raz w tygodniu maska Biovax z proteinami mlecznymi, no i co drugi dzień wgniatam we włosy żel z siemienia lnianego, po czym zawsze otrzymuję komplementy:) co mnie ogromnieee cieszy:D

Dziś użyłam sobie suchego szamponu z Isany. Włosy myłam ostatnio w sobotę, a że dziś musiałam wyskoczyć na miasto, jednak nie miałam tyle czasu, żeby je umyć i pozwolić im naturalnie wyschnąć przypomniałam sobie o Isanie. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu. Spełnia swoje zadanie w 100%. Tylko jeszcze nie nauczyłam się do końca go wyczesywać, ale tym razem było i tak super.

W drogerii wpadły mi dziś ampułki do włosów z Marionu za śmieszne pieniądze. Mało o nich informacji w internecie, ale sobie wypróbuję, bo lubię tę firmę:) Oprócz tego, w końcu dokupiłam do swojej lakierowej kolekcji żołty lakier z Golden Rose i teraz tylko czekam, aż otrzymam przesyłkę z Niemiec z dwoma płytkami Konad do zdobienia paznokci. Lubię takie duperelki:)

Jak teraz dotykam moich włosów i na nie patrzę, to sądzę, że chyba jednak są reformowalne, tylko potrzebowały więcej czasu:) Są teraz w znacznie lepszym stanie niż kilka miesięcy temu. Bardziej miękkie, nawilżone, troszkę mniej się puszą, czasem nawet próbują nieśmiało błyszczeć w blasku słońca:D:D No i na pewno lepiej poznalam ich potrzeby, dzięki czemu wiem jak mogę im dogodzić:)

Przepraszam- zdjęcie z telefonu. ALE… kolejny dzień i kolejne komplementy:):) To już pewne, że po żelu zarówno ja, jak i osoby w moim otoczeniu zauważyły pozytywną zmianę. Teraz chyba już koniec z bezsensownym wydawaniem pieniędzy na kosmetyki do włosów. Wykończę to co mam (a mam mnóstwo:P) i wtedy zacznę już racjonalne, a nie obsesyjne, podejście do tematu:) Żel jest wciąż objawieniem dla moich włosów. Używam go 6 dzień,a nie wyobrażam już sobie bez niego życia:) Po tygodniu codziennego stosowania włosy są niewiarygodnie mięciutkie, bardziej gładkie i nawilżone, no i te fale… :D Co prawda jednego dnia skręt włosów jest intensywniejszy, drugiego mniej, ale podejrzewam, że zależy to również od pogody, a także od tego jaką odżwykę zastosuję po myciu.

Jedno użycie i już wiem, że żel lniany zostanie ze mną na dłużej:) Teraz tylko wypracować idealną dla siebie konsystencję i próbować stosować na różne sposoby. Jak się cieszę, że moje włosy go polubiły! Mam 100% pewność, że nie robię im krzywdy, bo to 100% naturalny produkt:) Zastosowałam go zaraz po myciu, na osuszone koszulką włosy. Wgniotłam formując loki i tak zostawiłam. Nie ruszałam do wyschnięcia. Żel zastąpił mi odżywkę po myciu oraz środek do stylizacji rano, podkreślił skręt fal, delikatnie je utrwalił i zapobiegł ich nadmiernemu puszeniu się. Czego chcieć więcej? Zdjęcia przy naturalnym świetle (w końcu;). Jestem zadowolona:)

A poniżej włosy moje i mojej siostry, która jest również naturalną blondynką, ale jednak struktura jej włosów jest zupeeeełnie inna, czego zresztą zawsze jej zazdrościłam, bo to ja chciałam mieć proste włosy:P

   

Swój żel przechowuję w lodówce w pudełeczku po masce Biovax (wiedziałam, że kiedyś do czegoś mi się przyda!:D) Sądze, że w 2 tyg uda mi się zużyć całość, ale to się jeszcze okaże:) Pozdrawiam!

Moja kolej!:) O dobroczynnych właściwościach siemienia słyszałam już dawno temu, niedawno postanowiłam zgłębić tę wiedzę, a całkiem niedawno, bo dosłownie kilka chwil temu ugotowałam swój pierwszy żel:) Wiem, że trzeba wypracować sobie własną recepturę, ja chciałam, żeby mój był dość gęsty, gdyż zamierzam używać go jako stylizator moich fal, dlatego gotowałam dłużej niż 15 min. Martwi mnie jednak to, że konsystencji żelu to to narazie nie ma, ale odczekam te zalecane 12 godzin mając nadzieję na uzyskanie pożądanej konsystencji. No i jeszcze jedna sprawa.. Mój „żel” wcale nie jest bezzapachowy, a z tego co wyczytałam większości z was taki wychodzi. Żel też nie jest bezbarwny, ale raczej mocno brązowy:P Nie wiem co z tego będzie. Najwyżej zastosuję jako płukankę:) Relacje z pierwszej próby wystylizowania fal tym osławionym żelem już niebawem:)

Tak dzisiaj wyglądały moje włosy. (po kliknięciu na miniaturkę widoczne jest całe zdjęcie)

Nowość, która ostatnio się pojawiła w mojej łazience (a właściwe w moim kartoniku za łóżkiem:P) to krem podkreślający loki Marc Anthony, kupiony w Rossmanie za 23zł z groszami. Udało mi się upolować promocję, bo normalnie ten produkt kosztuje ponad 34zł. Także jak zobaczyłam promocję, to się nie wahałam ani chwili:) I nie żałuję! Jest to najlepszy kosmetyk podkreślający i definiujący skręt włosów, a przy tym zapobiega puszeniu się włosów. To również najlepszy produkt anti-frizz jak dotąd miałam. Właściwie jedyny, który rzeczywiście działa! Mój numer jeden, zdecydowanie! Szkoda, że trochę drogi, ale podejrzewam, że już się z nim nie rozstanę:)

Teraz czas na podkreślenie koloru. Zamówiłam już szampon do włosów blond i zamierzam robić płukanki z rumianku. Zapomniałabym jeszcze dodać, że jestem po drugim laminowaniu włosów. Jakiś tydzień temu zrobiłam drugie podejście i niestety chyba nie umiem tego robić, bo efekt mizerny, żeby nie powiedzieć żaden. W dodatku nie mogłam zmyć tej całej żelatynowej mikstury i miałam sztywne strąki następnego dnia. To tyle, bo nic więcej w pielęgnacji się nie zmieniło. Aaa! No jeszcze tylko to, że aby wydobyć maksymalne falo-loki z moich włosów nie rozczesuję ich teraz kiedy są mokre, tylko suche zupełnie przed myciem, a potem przeczesuje palcami w momencie jak mam nałożoną odżywkę. Potem już ich nie ruszam. I faktycznie taka mała zmiana, a potrafi dużo zmienić jeśli chodzi o efekt końcowy:)

Moje włosy

Brak komentarzy

Od razu przepraszam za powalającą jakość zdjecia powyżej:P Ale po pierwsze robione komórką, po drugie przy sztucznym oświetleniu, więc też zaznaczam, że kolor jest trochę inny niż w rzeczywistości. Po trzecie nieźle się nagimnastykowałam, żeby zrobić zdjęcie w taki sposób;P Następnym razem po prostu o to kogoś poproszę, o ile ktoś akurat w domu będzie:) Tego dnia moje włosy miały dobry dzień, czego może to zdjęcie też nie odwzorowuje:P Ale były dobrze nawilżone oraz dzień po masce Biovax. Tak! Jednak polubiłyśmy się z mlecznymi proteinami:) Jednak jak już wcześniej wspominałam moje włosy muszą być dobrze nawilżone oraz maska nie może znajdować się na nich dłużej niż 10 minut. Jak narazie jest to jedyny produkt, który sprawia, że ten mój blondzik jako tako lśni:) Obecnie produkty jakie stosuję do włosów to (używam w zależności od tego, na co mam ochotę danego dnia): - szampony: Alterra granat i aloes do włosów suchych, Green Pharmacy z rumiankiem również do włosów suchych, Yves Rocher odbudowujący szampon z olejkiem jojoba, włosy suche i kręcone, Barwa piwny zdaje się, że też do suchych:P -odżywki: najczęściej z The Body Shop nawilżająca Rainforest Moisture, Gliss Kur w piance bez spłukiwania, Isana dwufazowa z olejkiem arganowym też bez spłukiwania. -maska: Biovax Latte -zabezpieczenie: jedwab Natura Silk z Marionu.

Włosy jednak myję codziennie, choć ostatanie dwa mycia były co drugi dzień, z czego się bardzo cieszę:) W najbliższej przyszlości planuję popracować nad kolorem moich włosów. Oczywiście metodami naturalnymi:)

-2 cm

Brak komentarzy

Dziś byłam u fryzjera podciąć końcówki. Jestem mile zaskoczona, bo pani powiedziała, że wcale nie są zniszczone, tylko że jaśniejsze od tych, które mam na czubku głowy i że to pewnie od lata jeszcze. Zdecydowanie tak, moje włosy od słońca zawsze stają się conajmniej o dwa tony jaśniejsze. Tęsknię za latem i ciepłem….

 

Wiosną już zapachniało. Chciałoby się zamienić zimowe płaszcze na wiosenne krótkie kurteczki, ale pewnie jeszcze trzeba będzie na to poczekać. Tak samo jak na piękne włosy.

Zdjęcie po lewej, to moja pierwsza samodzielna próba zrobienia kłosa:) trochę się namęczyłam, efektu pożądanego jeszcze nie uzyskałam, ale coś tam wyszło:) Ile radochy było:) Jeśli chodzi o kondycję moich włosów teraz, to określiłabym ją jako lepszą. Znalazłam fajną odyżwkę nawilżającą w The Body Shop, która naprawdę zauważalnie nawilżyła moje włosy. To chyba nowość w TBS, bo nigdzie nie znalazłam recenzji w sieci na jej temat. Zaczęłam stosować jedwab na końcówki i czasem odrobinę na całej długości włosów i zauważyłam, że jest to produkt, który zabija skręt moich fal. Z jednej strony to całkiem dobrze, bo np. z okazji wczorajszej imprezy wyprostowałam sobie CAŁE włosy i praktycznie do teraz są prościutkie. Mimo śniegu, który trochę poprószył. Byłam w szoku, że tak ładnie się utrzymały. I generalnie doszłam do wniosku, że nie mogę całkowicie zrezygnować z silikonów. Po prostu mi to nie służy. Tak samo jak mleczne proteiny, po których mam zawsze niezłe sianko. Dlatego rozczarowała mnie odżywka Biovax latte, w której pokładłam duże nadzieje. Ale teraz wiem, że jeśli proteiny, to tylko raz na jakiś czas i w małych ilościach. Oprócz tego kupiłam też nowy szampon z YR, w przyszłym tygodniu czas odwiedzić fryzjera i dalej bawić się w poszukiwania „złotego produktu” do moich włosów.

 

Jak w tytule. To drugi poważny kryzys w mojej włosowej krótkiej historii…

Mam ochotę rzucić to wszystko…. Już nie mam siły na moje włosy. Odnoszę wrażenie, że im więcej naturalnych kosmetyków stosuje tym gorzej one wyglądają:( Ostatnio po myciu spryskałam wilgotne włosy dwufazową odżywką Isany z olejkiem arganowym, która ma tragiczne recenzje na wizażu i jest pełna silikonów i włosy wyglądały lepiej niż po nowozakupionej biovaxowej odżywce z proteinami:( Chyba jednak nie mogę całkowicie zrezygnować z silikonów, ale nie chce mi się wierzyć, że moje włosy mogą nie lubić protein mlecznych! Nie wiem co robić… Włosy sianowate, wiosna się z zbliża, a ja miałam cichą nadzieję, że do tego czasu będę już miała piękne, zdrowe, błyszczące i zdefiniowane fale… Tymczasem totalna rozsypka:( Ratunkuuuuuuuu!!!

edit: Myślałam o tym, czemu moje włosy mimo starannej pielęgnacji nie wyglądają dobrze. Doszłam do wniosku, że muszę naprawdę bardzo wnikliwie obserwować co im służy, a co nie. I nie stosować na siłę tego, co sprawdza się u innych. Bo każde włosy są inne, dlatego tak ważne jest, aby znaleźć indywidualny plan pielęgnacji. Stwierdziłam, że być może ostatnio trochę za dużo testuję nowych produktów, przez co nie jestem w stanie określić co konkretnie spowodowało, że danego dnia włosy wyglądały lepiej lub gorzej. Kupuję stanowczo za dużo kosmetyków do włosów. Teraz wykończę to co mam,  potem tylko i wyłącznie przemyślane zakupy,  a nie pod wpływem impulsu. Trochę mi się nazbierało tych produktów, więc pewnie dużo czasu mi zajmie ich zużycie, ale przynajmniej będę miała dużo czasu, aby przemyśleć następny zakup i zrobić rozpoznanie na wizażu i blogach. Tak więc plan pielęgnacji na najbliższy czas: nie szaleć z różnorodnością oraz obserwować, obserwować, obserwować…

W tym tygodniu drugi raz udało mi się naolejować włosy. Tym razem troszkę więcej rycynowego niż Hippa. Za chwilę zmywam, więc na ostatnie 20min wtarłam jeszcze w skalp olejek łopianowy ze szkrzypem z GP. Niestety w ubiegłym miesiącu byłam bardzo niesystematyczna zarówno w olejowaniu jak i w innych zabiegach, z czego nie jestem dumna, ale mam też coś na swoje usprawiedliwienie. Otóż nawał obowiązków na uczelni skutecznie uniemożlwiał mi myślenie i robienie czegokolwiek innego, co z uczelnią związane nie było. Organiczałam się do minimum, ale całe szczęście, powoli wracam już do normalnego życia, a że w powietrzu wyczuwam wiosnę (naprawdę!) to daje mi to niesamowitego powera:) Dosłownie przed chwileczką zmyłam olej. Troszkę się obawiałam jak pójdzie mi to zmycie, gdyż tak jak pisałam dodałam dziś więcej olejku rycynowego, który jest bardzo tłusty, ale po dwukrotnym spienieniu i spłukaniu szamponu z rumiankiem też z GP wydaje mi się, że będzie ok. Na pół godziny nałożyłam jeszcze teraz pod czepek biovaxową maskę, która już się kończy, wobec tego postanowiłam wydać o niej osąd:) link do mojej recenzji:
http://blondstory.blog.pl/2012/10/17/biovax-maska-do-wlosow-suchych-i-zniszczonych/

Na koniec jakieś inspiracje, bo dawno tu nic takiego nie było, a nie powiem, jak się patrzy na takie cudowne włosy, to jest to absolutnie motywujące! Przynajmniej dla mnie:)

*zdjęcia pochodzą ze strony indulgy.com

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS