Wpisy w kategorii: Produkty do włosów

Ulubieńcy 2013

2 komentarzy

Może trochę spóźniony post, ale niestety nie zdążyłam tego zrobić przed wyjazdem sylwestrowym. W każdym razie moich ulubieńców jest tylko trzech. Będzie króciutko i na temat. Tak więc:

W kategorii makijaż znalazł się tusz do rzęs One by One od Maybelline.

Zachwycił mnie ponieważ: świetnie pogrubia, nadaje objętość i perfekcyjnie rozdziela rzęsy. Na zdjęciu akurat w wersji satin black, ale ten zwykły z turkusowym napisem też jest świetny. Ten produkt na pewno nie jest odkryciem tego roku, ponieważ mascar od Maybelline używam już od ładnych paru lat, ale właśnie dlatego tym bardziej uznałam, że musi znaleźć się w ulubieńcach. Naprawdę uważam, że Maybelline produkuje bardzo przyzwoite tusze, gdzie stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry. Polecam, polecam:)

 W kategorii demakijaż wygrał płyn micelarny BeBeauty z Biedronki.

Zachwycił mnie ponieważ: przede wszystkim jest skuteczny! Natomiast tutaj akurat stosunek jakości do ceny jest mocno zachwiany, gdyż… za świetną jakość płacimy śmiesznie niską cenę! Co tu więcej mówić, jak nie to, że jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?:)

Last, but not least;) W kategorii stylizacja włosów jednogłośnym zwycięzcą jest ŻEL LNIANY!

Zachwycił mnie ponieważ: …on wciąż mnie zachwyca:) Bo jest w 100% naturalny, bo jest tani, bo tylko dzięki niemu mam ujarzmione i zdefiniowane fale, bo zawsze kiedy go używam otrzymuję komplementy odnośnie moich włosów. Żel lniany, to zdecydowanie tegoroczne odkrycie. Jak narazie jest to jedyny produkt, o którym mogę śmiało powiedzieć, że moje włosy go kochają!

Powyżej szampony, które zużyłam w ostatnim czasie. Powinna jeszcze stać Alterra z kofeiną, ale opakowanie wyrzuciłam zanim pomyślałam o recenzji. Może nie powinnam recenzować tych produktów razem, gdyż dla mnie każdy z nich reprezentuje inną kategorię, jednak potraktuję to jak taki mini „projekt denko” lub inaczej „kilka słów o… „  A więc:

Pierwszy od lewej-> szampon do włosów koloryzowanych rumianek i słonecznik Fitomed, sklep zielarski ok 13 zł. Zdecydowanie najłagodniejszy z całej trójki. Zapach delikatny, ziołowy. Konsystencja taka standardowa, no może trochę rzadsza niż standardowa. Szampon bardzo dobrze się pienił, włosy po nim aż skrzypiały z czystości (nie lubię tego uczucia). Czy wpłynął na kolor moich włosów? (bo to m.in też obiecuje producent). Wydawało mi się, że nie, ale jak ostatnio zobaczyłam siebie na zdjęciu z moją siostrą, z którą miałyśmy zawsze zbliżony odcień, to byłam mile zaskoczona, gdyż były one conajmniej o 1 ton jaśniejsze. A jak sobie przypomnę jak wyglądały moje włosy podczas innych zim (zimą jestem prawie szatynką:P) to już w ogóle słoneczny blond! Także jeśli to zasługa szamponu, to duży plus. Poniżej skład.

Szampon na zdjęciu w środku, to odbudowujący szampon z Yves Rocher do włosów bardzo suchych i kręconych/spuszonych, w promocji chyba ok 11 zł. Kupiłam go nie zerkając wcześniej na skład, byłam pewna, że będzie bez SLS, tymczasem to szampon o składzie typowo drogeryjnym. I mimo zawartości olejku jojoba i jakichś tam protein nie zaliczyłabym go do szamponów nadających się do włosów suchych. Używałam go sporadycznie, jak potrzebowałam mocnego oczyszczenia. Przyjemny zapach, kremowa konsystencja, full piany- wiadomo. Skład:

Ostatni szampon, również z Yves Rocher, nie pamiętam ile kosztował, to już totalny „rypacz”:) Oprócz soku z cytryny i wit. E (choć to i tak śladowe ilości, bo zupełnie na końsu składu) nie ma nic wartościowego. Używałam baaardzo rzadko. Mimo SLSu pienił się gorzej niż ten powyżej. Pachniał płynem do mycia naczyń. Oczyszczał dobrze, ale miałam wrażenie, że był dość agresywny.

Krótko podsumowując: wrócę tylko do szamponu z Fitomedu. Dlatego, że jest w nim równowaga składników wartościowych. Początek składu super, szkoda, że jest ten SLS, ale do głębszego oczyszczania raz na jakiś czas szampon idealny. Do szamponu odbudowującego z YR nie wrócę dlatego, że w tej cenie i o takiej pojemności jest dużo lepszych szamponów, które darzę większą sympatią. A ostatni z YR po prostu totalnie nie przypadł mi do gustu, mimo że kupując go jesteśmy ekologiczni, to jednak nie chcę mieć z nim już do czynienia. A jeśli chodzi o szampony z Alterry, to wracam do nich co jakiś czas, trochę tak z „braku laku”.  W każdym razie poszukiwania idealnego szamponu do codziennego stosowania nadal trwają. Może ktoś coś poleci?

P.S Tutaj część pierwsza historii o poszukiwaniu idealnego szamponu:
http://blondstory.blog.pl/2013/06/01/ktory-z-szamponow-kupie-ponownie/

Brak komentarzy

Dziś w moje łapki wpadły dwie zupełnie nowe rzeczy do włosów:

Nad odżywką Nivea Long Repair zastanawiałam się już na tyle długo, że jak zobaczyłam ją w sklepie w promocji nie mogłam nie włożyć jej do koszyka:) Sporo pozytywnych opinii jak na taką drogeryjną, silikonową odżywkę. Ale właśnie czegoś takiego szukałam. Za 200ml produktu zapłaciłam 7,99zł, choć wiem, że w Biedronce można było ją dostać za 4,99zł, niestety jakoś nigdy na nią tam nie trafiłam. Niedawno podczas zakupów w zupełnie nie kosmetycznym sklepie pani dorzuciła mi próbkę szamponu i odżywki Nivea Diamond Volume, ale spodobał mi się tylko zapach. Choć odzwyczajona od szamponów z SLS byłam zaskoczona, że wystarczy tak mała ilość, żeby uzyskać taaaaką pianę:) A jeśli chodzi o odżywki, to z kolei w drugą stronę, bo chyba przywykłam do zbytniej rozrzutności i 10ml próbeczka wystarczyła mi…no, nie wystarczyła mi zupełnie:P Wracając do Long Repair jeszcze jej nie próbowałam, miałam zamiar zrobić to dziś, ale jednak chciałam sprawdzić na moich włosach coś innego, też nowego, a mianowicie Oleju z Kiełków Pszenicy, ponieważ lniany już wykończyłam. Kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością, zapłaciłam niecałe 14zł za 50ml. W porównaniu do oleju lnianego, to trochę drogi interes, no ale zobaczymy. Nałożyłam na wilgotne włosy i balsam DeBa pod folię i czapkę na 3 godziny i narazie włosy sobie schną:) O dokładnych efektach jakie uzyskam po tych produktach napiszę wkrótce.

                      

Bywają gorsze i lepsze dni dla moich włosów. Ostatnio gorszych było zdecydowanie więcej, do tego stopnia, że  miałam ochotę ściąć je do ramion. Mimo wszystko podcięłam tylko końcówki i nadal brnę ścieżkami świadomej pielęgnacji. Wróciłam do mycia włosów codziennie, ale to ze względu na to, że bardzo zależy mi, aby były świeże. Ale jeśli nie idę na uczelnię zdarza się, że myje włosy co drugi dzień. Przejdźmy do konkretów, czyli produkty, których aktualnie używam:

Poniższe dwa produkty kupiłam ponownie. Suchy szampon drugie opakowanie, natomiast odżywka Garnier któreś z kolei.. 4? 5? W każdym razie używam jej zawsze kiedy nakładam na włosy olej lniany. (mieszanka 2 łyżek odżywki i 1,5 łyżki oleju). Cenię ją za emolientowy skład i nie wykluczam kupienia olejku z awokado, gdyż zawarty wysoko w składzie tej odżywki wygładza moje puszące się włosy.

 

1- olejek BFM, ogólnie stosuję do ciała, ale dziś wymieszałam z olejem lnianym i nałożyłam na kilka godzin na włosy

2- odżywka Garnier AiK, o której napisałam już wyżej.

3- nowość! Czyli balsam Mrs. Potters z aloesem i jedwabiem, który stosuję w myciu jako pierwsze O, a także jako odżywkę bez spłukiwania.Dzisiaj umyłam nim także dwudniowe włosy, po czym nałożyłam olej.

4- nowość! Czyli odżywka DeBa zakupiona w Biedronce. Mam zamiar używać jak balsam Mrs. Potters. Sądze, że na moich puszących się włosach może sprawdzić się lepiej, gdyż ma bardziej emolientowy skład.

 

Składy tych nowości:

 

Jeśli o nowościach mowa, to muszę też wspomnieć, że po raz pierwszy zaingerowałam chemicznie w mój naturalny kolor włosów za pomocą osławionego sprayu rozjaśniającego od Johna Friedy (kupiłam w Rossmanie w mega promocji- 22,90zł)

TAK, produkt działa. Nie mam niestety zdjęć porównawczych przed i po, więc musicie uwierzyć mi na słowo. I uwierzyć jeszcze musicie, że jeśli stosuje się go z głową, to nie niszczy włosów. Z efektów jestem zadowolona i co jakiś czas psikam na wybrane pasma. Zamierzam zużyć do końca. Ewentualnie podzielę się z siostrą;)

Kolejna absolutna nowość w mojej łazience to puder got2be:

Używałam tylko dwa razy, nie uzyskałam efektu WOW, ale jakieś działanie, nawet widoczne było. Nie żałuję zakupu. Ale na pewno nie jest to niezbędny produkt. (Super-pharm, promocja 14,99zł)

 Olej0wać udaje mi się raz w tygodniu, zazwyczaj w soboty, na kilka godzin. Niestety, to chyba za mało, albo za krótko, bym śmiało mogła powiedzieć, że olej ma świetny wpływ na moje włosy. Ale na pewno nie zrezygnuję z tego elementu pielęgnacji. Ponieważ nadeszła jesień i włosy są bardziej narażone na uszkodzenia mechaniczne w postaci ocierania się o kurtki, szal włączyłam do pielęgnacji silikony. Planuję też w związku z tym zaopatrzyć się w jakieś drogeryjne silikonowe odżywki. Mam na oku Nivea Long Repair lub Gliss Kur Oil Nutritive.

Pozdrawiam!

Latoooo:)

Brak komentarzy

Hej, spieszę donieść, że jestem coraz bardziej zadowolona z tego jak wyglądają moje włosy:) Poniżej zdjęcie:

Całkiem dociążone, nie puszące się, a świeżo po myciu! Wyszłam na zewnątrz, aby szybciej wyschły, gdyż wiał wiatr i świeciło słońce. Odkąd myję włosy co drugi dzień stały się one grubsze (stwierdzam po objętości włosów upiętych w kucyk). Dzieje się chyba tak po prostu dlatego, że zawsze traciłam najwięcej włosów przy myciu, a teraz skoro robię to rzadziej, to i mniej włosów wypada.

Jak wygląda moja pielęgnacja teraz? Mycie: szampon Alterra papaja i bambus, odżywka d\s (właściwie są to maski) Biovax do włosów blond oraz ta najnowsza z olejami, czasem też Alterra aloes i granat (ale tej używam rzadko, bo obawiam się alkoholu wysoko w składzie, jednak włosy po niej są błyszczące i fajne), w zasadzie jedyna odżywka jaką posiadam do Garnier avokado i karite, ale jej używam mieszając z olejem lnianym pod czepek lub bez na kilka godzin lub całą noc- efekty świetne. Włosy zabezpieczam zazwyczaj jedwabiem Marion. Jeśli chodzi o fryzurę jaką ostatnio najczęściej noszę to wysoko upięty koczek. Tak jest mi najwygodniej w pracy i podczas upałów. Jednak jest to dość ciasne upięcie i zauważyłam, że bolą mnie od tego cebulki włosów. W październiku minie rok mojej świadomej pielęgnacji. Teraz wiem, że brak zauważalnych efektów przez kilka miesięcy był po prostu czasem, który włosy potrzebowały do zregenerowania się. Teraz może być tylko lepiej:)

 

P.S Na zdjęciu jestem jeszcze w piżamie hahah:D

A oto nowe zdobycze, dzisiejsze włosy to zasługa właśnie tych produktów:

Doszłam do wniosku, że recenzując produkty nie ma co się rozwodzić nad tymi, które nie porwały mi serca. Szkoda czasu. Tak więc ta recenzja będzie krótka:) Kupiłam miniaturową wersję tej odżywki i tylko kiedy trzymałam ją pod czepkiem i znacznie dłużej niż zaleca producent, dała fajny rezultat, bo zauważyłam JAKIEŚ nawilżenie włosów. Co do zaleceń producenta…na opakowaniu jest bardzo oszczędny w słowach, bo owych zaleceń w języku polskim zwyczajnie brak. Dobrze znać angielski, o tak:) Odżywka zawiera olejek pracaxi, kokosowy, z nasion palm Orbignya (bardziej znany jako olejek z Babassu), z orzechów manketti oraz miód i wit.E. Pozostałe składniki to klasyczny konserwant, zapach, zmiękczacz itp. Po tylu dobroczynnych składnikach spodziewałabym się czegoś o wiele bardziej spektakularnego, ale niestety rozczarowałam się. Po zużyciu malutkiej buteleczki byłam usatysfakcjonowana, ale po skończeniu pełnowymiarowej wersji już nie. Nasuwa mi się smutny wniosek, że być może to małe oszustwo producenta? Choć skład obu niby taki sam. No ale jak wytłumaczyć fakt tak odmiennego działania? Miniaturowa odżywka miała nawet gęstszą, bardziej zbitą konsystencję, natomiast ta w dużej butelce przelewała się przez palce. Czuję się oszukana. I na pewno nie wydam więcej prawie 30 zł na produkt, którego jakość jest porównywalna z tymi kosztującymi 3 razy mniej. Małe buteleczki z The Body Shop- TAK, pełnowymiarowe wersje tych samych produktów- NIE. No i jeszcze jeśli chodzi o komfort użytkowania- jak widać, żeby wydobyć całość produktu musiałam rozciąć butelkę.

No chyba, że akurat ja pechowo trafiłam na dwie różne odżywki…?

 

Zmieniając temat, kilka dni temu byłam u znajomej fryzjerki, która podcięła mi końcówki. To jedyny w mojej historii fryzjer, który ściął mi z długości MNIEJ, niż sobie życzyłam:P Szok:) I tak jeszcze z innej beczki, to chciałam się jeszcze pochwalić, że stałam się posiadaczką legendarnego różu Bourjois:P Oczywiście Rossmanowa promocja -40% się do tego przyczyniła:D Ogromna gama kolorystyczna, więc naprawdę nie wiedziałam, który z nich wybrać. W końcu zdecydowałam się na klasyczny 95 Rose de Jaspe.

Zdjęcie przedstawia szampony, które używałam na przełomie ostatnich kilku miesięcy. Od razu mówię, że tylko jeden z nich ponownie znalazł się na mojej półce. Który?

Od lewej:

GP z rumiankiem do włosów osłabionych i zniszczonych-> kupiłam na początku drogi włosomaniactwa skuszona obietnicą zerowej zawartości parabenów, barwników, SLS i SLES oraz wizją „zdrowych, nawilżonych, elastycznych i pełnych blasku włosów” Owszem, może i  szapomon nie zawiera SLS, ale ma na drugim miejscu w składzie Sodium Myreth Sulfate, który też jest detergentem syntetycznym i w sumie znajduje się w tej samej grupie co wyżej wymieniony SLS i SLES. Tak więc czuję się trochę oszukana. Co prawda detergenty te nie robią mi krzywdy, ale chciałam przecież spróbować pielęgnacji bez nich. Szampon jak szampon, a że ziołowy to i włosy wyglądały na bardziej wysuszone niż nawilżone, bardziej matowe niż pełne blasku, a zapach „gorzkiego” rumianku bardziej odrzucał niż zachęcał. Generalnie bez odżywki ani rusz. Nie zamierzam kupić ponownie.

Babydream z Rossmana-> śmieszna cena, ale również nie zamierzam do niego wrócić. Sądzę, że do włosów niemowląt rzeczywiście będzie idealny, ale moje długie strasznie plątał, w efekcie czego pozbyłam się wielu cennych zdrowych włosów. Zresztą pisałam już o nim tutaj:
http://blondstory.blog.pl/2012/12/12/
76/

Alterra, Granat i Aloes do włosów suchych i zniszczonych-> jak za 9,99zł, 200 ml zawartość i bardzo kiepściutką wydajność, to wychodzi nam drogi szampon! Ale to jedyny z tych czterech, po który świadomie wróciłam do Rossmana. Łagodny skład, na pewno nie wysusza moich włosów jak GP, i nie plącze jak Babydream. Nie podoba mi się zapach (jak wszystkich kosmetyków z Alterry) ale ze względu na fajne działanie jestem skłonna kupić go jeszcze raz. Aktualnie mam ten z migdałami i jojobą do wrażliwej skóry głowy, bo chce wypróbować wszystkie z tej serii, nie wiedziałam, że może pachnieć jeszcze gorzej, fuu!:P No ale… :D

Timotei Organic Delight do włosów normalnych-> chyba jestem wybredna jeśli chodzi o zapachy, bo ten…też mi się nie podoba!:P I już sama nie wiem czy ten czy alterrowy jest gorszy:P Strasznie cierpki, ziołowy, no po prostu śmierdzi:D Z tego właśnie względu nie zużyłam go jeszcze do końca (więc teoretycznie nie powinnam o nim pisać, no ale musicie mi wybaczyć, jestem już bardzo blisko denka:P) Oprócz tego ma łagodny skład, łagodniejszy niż GP i jest nieszkodliwy dla moich włosów, ale z wiadomych już względów na pewno do niego nie wrócę;) Poza tym chyba został już wycofany z produkcji, bo o ile dobrze pamiętam kupowałam go w Rossmanie w promocji „cena na do widzenia”.

 

Jeśli o mnie chodzi oczekuję od szamponu dobrego oczyszczenia mojej przetłszczającej się skóry głowy, ale nie całkowitego odtłuszczenia, dlatego właśnie zdecydowałam się na łagodne detergenty. O ile nie zrezygnowałam całkowicie z silikonów w odżywkach tak w szamponach ich nie toleruję. Jeśli szampon będzie świetnie działał, to jestem w stanie przymknąć oko na cenę, na brzydki zapach, na wszystko, ale jak narazie nie znalazłam tego ideału, więc wciąż szukam dalej…

Przepraszam- zdjęcie z telefonu. ALE… kolejny dzień i kolejne komplementy:):) To już pewne, że po żelu zarówno ja, jak i osoby w moim otoczeniu zauważyły pozytywną zmianę. Teraz chyba już koniec z bezsensownym wydawaniem pieniędzy na kosmetyki do włosów. Wykończę to co mam (a mam mnóstwo:P) i wtedy zacznę już racjonalne, a nie obsesyjne, podejście do tematu:) Żel jest wciąż objawieniem dla moich włosów. Używam go 6 dzień,a nie wyobrażam już sobie bez niego życia:) Po tygodniu codziennego stosowania włosy są niewiarygodnie mięciutkie, bardziej gładkie i nawilżone, no i te fale… :D Co prawda jednego dnia skręt włosów jest intensywniejszy, drugiego mniej, ale podejrzewam, że zależy to również od pogody, a także od tego jaką odżwykę zastosuję po myciu.

Dziś było tylko lepiej:) Wieczorem wgniotłam we włosy dużo więcej żelu, żeby się upewnić czy rzeczywiście nie obciąży on włosów. Rano nie wyglądało to najlepiej, ale po wygnieceniu efekt nieświeżych włosów zniknął w mgnieniu oka, natomiast pojawiła się burza falo-loków o ładnej objętości. Włosy były też ładnie podniesione od nasady, co świadczy o tym, że żel ANI TROCHĘ nie obciąża moich piórek. Ta pozytywna zmiana nie pozostała niezauważona przez moje otoczenie, co mnie baaaardzo ucieszyło:) Pierwszy komplement tego dnia dostałam od siostry, która stwierdziła, że wszystkie kosmetyki, które używałam do tej pory mają się nijak w porównaniu do żelu. Pytała jak go przygotwuje itp, a ja zachwycona mogłam z dumą opowiadać:P Na uczelni dziewczyny koniecznie chcą wypróbować żel na swoich włosach. Wcześniej ktoś mi się pytał też czy kręce lokówką i usłyszałam też, że włosy są soczyste:D To istny przełom w mojej włosowej pielęgnacji:) Jeśli ta długa, trudna droga, którą przebyłam prowadziła do poznania tego lnaniego specyfiku, to TAK! OPŁACAŁO SIĘ:D:D

Jedno użycie i już wiem, że żel lniany zostanie ze mną na dłużej:) Teraz tylko wypracować idealną dla siebie konsystencję i próbować stosować na różne sposoby. Jak się cieszę, że moje włosy go polubiły! Mam 100% pewność, że nie robię im krzywdy, bo to 100% naturalny produkt:) Zastosowałam go zaraz po myciu, na osuszone koszulką włosy. Wgniotłam formując loki i tak zostawiłam. Nie ruszałam do wyschnięcia. Żel zastąpił mi odżywkę po myciu oraz środek do stylizacji rano, podkreślił skręt fal, delikatnie je utrwalił i zapobiegł ich nadmiernemu puszeniu się. Czego chcieć więcej? Zdjęcia przy naturalnym świetle (w końcu;). Jestem zadowolona:)

A poniżej włosy moje i mojej siostry, która jest również naturalną blondynką, ale jednak struktura jej włosów jest zupeeeełnie inna, czego zresztą zawsze jej zazdrościłam, bo to ja chciałam mieć proste włosy:P

   

Swój żel przechowuję w lodówce w pudełeczku po masce Biovax (wiedziałam, że kiedyś do czegoś mi się przyda!:D) Sądze, że w 2 tyg uda mi się zużyć całość, ale to się jeszcze okaże:) Pozdrawiam!

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS