Moja kolej!:) O dobroczynnych właściwościach siemienia słyszałam już dawno temu, niedawno postanowiłam zgłębić tę wiedzę, a całkiem niedawno, bo dosłownie kilka chwil temu ugotowałam swój pierwszy żel:) Wiem, że trzeba wypracować sobie własną recepturę, ja chciałam, żeby mój był dość gęsty, gdyż zamierzam używać go jako stylizator moich fal, dlatego gotowałam dłużej niż 15 min. Martwi mnie jednak to, że konsystencji żelu to to narazie nie ma, ale odczekam te zalecane 12 godzin mając nadzieję na uzyskanie pożądanej konsystencji. No i jeszcze jedna sprawa.. Mój „żel” wcale nie jest bezzapachowy, a z tego co wyczytałam większości z was taki wychodzi. Żel też nie jest bezbarwny, ale raczej mocno brązowy:P Nie wiem co z tego będzie. Najwyżej zastosuję jako płukankę:) Relacje z pierwszej próby wystylizowania fal tym osławionym żelem już niebawem:)

Maaaaj!

Brak komentarzy

Witam w trochę nowej odsłonie:) (którą zresztą będę jeszcze modyfikować, bo wciąż coś nie pasuje mi w tych szablonach, ale mniejsza z tym;) Do rzeczy: Powyżej kosmetyki, które są nowościami w mojej włosowej pielęgnacji. Od lewej:

  • płukanka octowa z malin Yves Rocher, w promocji 19zł z groszami. Jeszcze nie używałam, więc nic nie powiem. Kupiłam z ciekawości:) Ale z jednym zgodzę się na pewno- zapach! Pachnie jak malinowa mamba tylko 100 razy intensywniej:)
  • krem podkreślający skręt włosów Marc Anthony, w promocji w Rossmanie jakieś 23zł. Wspominałam o nim chyba we wcześniejszym poście. Jest pewnikiem w stylizacji. Jeśli go użyję wiem, że skręt będzie zdefuniowany, a włosy nie będą się puszyć. Nie przepadam za cytrusowym, chemicznym zapachem, ale uwielbiam jego działanie. Na moje długie włosy wystarczy odrobina. Łatwo przesadzić z ilością i wtedy włosy tracą z lekkości, są jakby tłuste, obciążone (nie nakładam u nasady!) Jeśli użyję odpowiednią ilość produktu włosy są DOciążone, co uwielbiam:)
  • odżywka do włosów blond John Frieda, oczywiście też w promocji, bo nie jestem jeszcze na tym etapie, aby wydawać aż tyle kasy na kosmetyki do włosów, tak więc kosztował mnie 26,99zł w Rossmanie. Cena regularna to ok 35zł. Jeszcze nie używałam, bo nabyłam go przedwczoraj. Pachnie ładnie:) I opinie też ma ładne! Także jestem pełna nadziei:)
  • szampon Ecolabel Yves Rocher, cena regularna chyba 15zł, ja kupiłam za 10,90zł. Szampon do włosów normalnych, z detergentem, ale bez silikonów o prostym, krótkim składzie. Idealny do gruntownego oczyszczania i w tym celu go kupiłam. Pachnie znowu cytrusowo (zawiera ekstrakt ze skórki cytryny zdaje się) i niestety dla mnie pachnie to płynem do mycia naczyń:P Na szczęście używam go sporadycznie ze względu właśnie na SLS, a zdecydowałam się na kupno, bo jednocześnie robię coś dobrego dla środowiska. Produkt wyróżniony ekologicznym certyfikatem jakości Ecolabel.
  • szampon do włosów normalnych Timotei Organic, w Rossmanie w promocji za 8,99zł z okazji  „cena na do widzenia”, więc zapewne już się nie pojawi. Nie będę tęsknić. Zapach okropny! Jak narazie jest liderem w kategorii na brzydkie zapachy:P Ale skład przyjazny, dlatego się skusiłam. Zamierzałam stostować do codziennego mycia, ale ze względu na zapach stostuje go co jakiś czas, bo po prostu nic przyjemnego wąchać to codziennie:) Na szczęście nie zostaje długo na włosach.
  • szampon podkreślający kolor do włosów blond Yves Rocher, rumiankowy, ale dla mnie pachnie cudowną akacją:) Kupiłam w promocji za 9,90zł. Jeśli chodzi o działanie rozjaśniające nie wiem, bo za krótko używam. I nawet nie będę tego robić super często, bo zawiera SLS, ale kupiłam w myśl tego, że chcę naturalnie popracować nad kolorem moich włosów.
  • leżący produkt pod wszystkimi, to jedwabista odżywka z owsem do włosów suchych Yves Rocher, niecałe 10 zł, oczywiście promocja. Nie chciałam jej kupić, ale zrobiłam to, bo nie było tej, którą sobie wybrałam, a brakowało mi do darmowej przesyłki:P Nie oczekiwałam zbyt wiele, bo w porównaniu do tej, którą chciałam miała słabe opinie, ale wiecie co? Jest całkiem fajna. O recenzję pokuszę się jak zużyję całość, bo teraz oczywiście nie ma to większego sensu. Jedno co mogę powiedzieć, to to, że jest to jedyna odżywka, której zapach utrzymuje się na włosach do następnego dnia! (myję włosy wieczorem, a następnego wieczoru włosy pachną wciąż tak samo intensywnie!). Szkoda, że zapach ten średnio mi się podoba, za to moja mama ciągle chce mnie wąchać:P szaleństwo!:D

Podsumowując, teraz skupiam się na podbijaniu blondu i mają temu służyć: 

 

Oprócz tego zapomniałam dodać, że od 2 tygodni stosuję taki suplement:

 

 A z okazji urodzin od Yves Rocher dostałam przemiłe prezenty:) Poniżej 2 z nich:Wodę perfumowaną Vanille Noir, na którą już od dawna miałam chrapkę:P Oraz antyperspirant pachnący wiciokrzewem, o którego istnieniu nie miałam zielonego pojęcia:P Niestety muszę przyznać, że z poprzedniego antyperspirantu od YR nie byłam zadowolna. W produkty tego typu będę się zaopatrzać w drogeriach, gdyż Garnier, którego używam od kilku lat jest zdecydowanie skuteczniejszy.

Tak dzisiaj wyglądały moje włosy. (po kliknięciu na miniaturkę widoczne jest całe zdjęcie)

Nowość, która ostatnio się pojawiła w mojej łazience (a właściwe w moim kartoniku za łóżkiem:P) to krem podkreślający loki Marc Anthony, kupiony w Rossmanie za 23zł z groszami. Udało mi się upolować promocję, bo normalnie ten produkt kosztuje ponad 34zł. Także jak zobaczyłam promocję, to się nie wahałam ani chwili:) I nie żałuję! Jest to najlepszy kosmetyk podkreślający i definiujący skręt włosów, a przy tym zapobiega puszeniu się włosów. To również najlepszy produkt anti-frizz jak dotąd miałam. Właściwie jedyny, który rzeczywiście działa! Mój numer jeden, zdecydowanie! Szkoda, że trochę drogi, ale podejrzewam, że już się z nim nie rozstanę:)

Teraz czas na podkreślenie koloru. Zamówiłam już szampon do włosów blond i zamierzam robić płukanki z rumianku. Zapomniałabym jeszcze dodać, że jestem po drugim laminowaniu włosów. Jakiś tydzień temu zrobiłam drugie podejście i niestety chyba nie umiem tego robić, bo efekt mizerny, żeby nie powiedzieć żaden. W dodatku nie mogłam zmyć tej całej żelatynowej mikstury i miałam sztywne strąki następnego dnia. To tyle, bo nic więcej w pielęgnacji się nie zmieniło. Aaa! No jeszcze tylko to, że aby wydobyć maksymalne falo-loki z moich włosów nie rozczesuję ich teraz kiedy są mokre, tylko suche zupełnie przed myciem, a potem przeczesuje palcami w momencie jak mam nałożoną odżywkę. Potem już ich nie ruszam. I faktycznie taka mała zmiana, a potrafi dużo zmienić jeśli chodzi o efekt końcowy:)

Moje włosy

Brak komentarzy

Od razu przepraszam za powalającą jakość zdjecia powyżej:P Ale po pierwsze robione komórką, po drugie przy sztucznym oświetleniu, więc też zaznaczam, że kolor jest trochę inny niż w rzeczywistości. Po trzecie nieźle się nagimnastykowałam, żeby zrobić zdjęcie w taki sposób;P Następnym razem po prostu o to kogoś poproszę, o ile ktoś akurat w domu będzie:) Tego dnia moje włosy miały dobry dzień, czego może to zdjęcie też nie odwzorowuje:P Ale były dobrze nawilżone oraz dzień po masce Biovax. Tak! Jednak polubiłyśmy się z mlecznymi proteinami:) Jednak jak już wcześniej wspominałam moje włosy muszą być dobrze nawilżone oraz maska nie może znajdować się na nich dłużej niż 10 minut. Jak narazie jest to jedyny produkt, który sprawia, że ten mój blondzik jako tako lśni:) Obecnie produkty jakie stosuję do włosów to (używam w zależności od tego, na co mam ochotę danego dnia): - szampony: Alterra granat i aloes do włosów suchych, Green Pharmacy z rumiankiem również do włosów suchych, Yves Rocher odbudowujący szampon z olejkiem jojoba, włosy suche i kręcone, Barwa piwny zdaje się, że też do suchych:P -odżywki: najczęściej z The Body Shop nawilżająca Rainforest Moisture, Gliss Kur w piance bez spłukiwania, Isana dwufazowa z olejkiem arganowym też bez spłukiwania. -maska: Biovax Latte -zabezpieczenie: jedwab Natura Silk z Marionu.

Włosy jednak myję codziennie, choć ostatanie dwa mycia były co drugi dzień, z czego się bardzo cieszę:) W najbliższej przyszlości planuję popracować nad kolorem moich włosów. Oczywiście metodami naturalnymi:)

-2 cm

Brak komentarzy

Dziś byłam u fryzjera podciąć końcówki. Jestem mile zaskoczona, bo pani powiedziała, że wcale nie są zniszczone, tylko że jaśniejsze od tych, które mam na czubku głowy i że to pewnie od lata jeszcze. Zdecydowanie tak, moje włosy od słońca zawsze stają się conajmniej o dwa tony jaśniejsze. Tęsknię za latem i ciepłem….

 

Zakupownia

3 komentarzy

Kosmetyki do włosów, które kupiłam w ostatnim czasie:

Od lewej:

  • NaturaSilk jedwabna kuracja Marion, odżywka regenerująca bez spłukiwania; drogeria Natura ok 10 zł. Kupiłam do stosowania jako produkt zabezpieczający na końcówki włosów. Jakiś czas używałam do tego olejku rycynowego, ale uznałam, że potrzebują one ochrony w postaci silikonów. Kilka razy użyłam na całej długości włosów i prowadzi to do zabicia fal i potencjanych loków. Wśród wielu jedwabi do włosów wybrałam właśnie ten, gdyż nie zawiera alkoholu w przeciwieństwie do słynnego Biosilka. Zastanawiałam się też nad jedwabiem z Ariste, gdyż był pozbawiony zapachu, ale firmę Marion osobiście lubię i chyba ostatecznie to zadecydowało o wyborze produktu.
  • Intensywnie regernerująca maseczka Biovax Latte, apteka Superpharm w promocji kosztowała mnie 13.99zł. Wcześniej pisałam, że jestem rozczarowana, bo maska ta robi z moich włosów siano, podczas gdy wszystkie włosomaniaczki się nią zachwycają. Teraz już wiem, że nie wszystko co jest dobre dla innych jest także dobre dla mnie. W przypadku tego produktu musiałam się jednak nauczyć jego stostowania. Na pewno tylko raz na jakiś czas (zazwyczaj robię to raz, góra dwa razy w tygodniu) i jedynie na 10 min i NIE pod czepek. Inaczej siano i przeciążone włosy gwarantowane. Ważne jest też to, aby włosy były wystarczająco nawilżone, w innym wypadku też zrobi mi się siano. Jeśli zastosuję ją w takiej formie jaką moje włosy lubią, wtedy rzeczywiście stają się błyszczące (o co naprawdę na moich włosach trudno). Poza tym bardzo lubię zapach tej maski, ale tu na pewno nie będę oryginalna;)
  • Odżywka do włosów suchych Rainforest Moisture,The Body Shop 27zł za 250 ml i 9zł za 60 ml. Najpierw kupiłam miniaturową wersję. Właściwie nie wiedziałam o tej odżywce nic, bo to nowość. Nie wiedziałam nawet jak jej używać, więc standardowo po myciu zostawiłam na kilka minut i zmyłam. Spektakularnych efektów nie było. Pomyślałam wtedy z ulgą jak to dobrze, że nie kupiłam pełnowymiarowej wersji. Okazało się jednak, że odżywkę tę należy nakładać przed myciem włosów, potem oczywiście nalepiej zrobić to szamponem z tej samej serii:) Ja jeszcze o tym nie wiedząc zastosowałam ją kolejny raz po myciu, ale pod czepek i na jakieś 10-15 min i wtedy efekt był jednym słowem: wow! Włosy były mięciutkie i wyraźnie nawilżone! Nigdy wcześniej nie miałam tak nawilżonych włosów. 60ml starczyło mi na 3 solidne użycia i 4 takie skąpe. Po drugim użyciu wiedziałam, że muszę mieć dużą buteleczkę tej odżywki. Tak też zrobiłam, a The Body Shop ostatnio uwielbiam!:) Nawet polubiłam zapach tej odżywki. Ostatnie słowo padnie jednak po zużyciu tego dużego opakowania.
  • Szampon odbudowujący z olejkiem jojoba, Yves Rocher w promocji 9,99zł. Szampon dedykowany jest dla włosów bardzo suchych lub kręconych. Rozczarowałam się nim na dzień dobry, gdyż na drugim miejscu w składzie ma Sles, a kupiłam go nie sprawdzając uprzednio składu, gdyż byłam pewna, że naturalne kosmetyki z YR takich składników nie posiadają:( Przykra niespodzianka, więc używam tego szamponu raz na jakiś czas. Produkt nadrabia łanych zapachem oraz soczyście zielonym opakowaniem:) No a czy jestem z niego zadowolona? To zależy jakiej odżywki użyję po myciu:P Także tutaj trochę rozczarowanie, może dlatego, że poprzedni szampon z YR (oczyszczający z pokrzywy) wysoko ustawił mu poprzeczkę.

A czarne kokardeczki, to spinka i gumka do włosów. Wcześniej kupiłam jeszzce opaskę z czarną kokardką:P Urzekają mnie te kokardkowe ozdoby:) Niestety nie umiem się powstrzymać przed kupowaniem nowych kosmetyków, mimo że, obecnych nie mam już gdzie trzymać i stoją sobie one….w kartonie za łóżkiem:P A stan włosów? Trochę lepszy niż ostatnio, ale wciąż nie zadowalający mnie. Bo mama i siostra twierdzą, że jestem stuknięta i mam ładne włosy. No ale… :) Pozdrawiam! Niestety wciąż jeszcze zimowo… :C

 

Wiosną już zapachniało. Chciałoby się zamienić zimowe płaszcze na wiosenne krótkie kurteczki, ale pewnie jeszcze trzeba będzie na to poczekać. Tak samo jak na piękne włosy.

Zdjęcie po lewej, to moja pierwsza samodzielna próba zrobienia kłosa:) trochę się namęczyłam, efektu pożądanego jeszcze nie uzyskałam, ale coś tam wyszło:) Ile radochy było:) Jeśli chodzi o kondycję moich włosów teraz, to określiłabym ją jako lepszą. Znalazłam fajną odyżwkę nawilżającą w The Body Shop, która naprawdę zauważalnie nawilżyła moje włosy. To chyba nowość w TBS, bo nigdzie nie znalazłam recenzji w sieci na jej temat. Zaczęłam stosować jedwab na końcówki i czasem odrobinę na całej długości włosów i zauważyłam, że jest to produkt, który zabija skręt moich fal. Z jednej strony to całkiem dobrze, bo np. z okazji wczorajszej imprezy wyprostowałam sobie CAŁE włosy i praktycznie do teraz są prościutkie. Mimo śniegu, który trochę poprószył. Byłam w szoku, że tak ładnie się utrzymały. I generalnie doszłam do wniosku, że nie mogę całkowicie zrezygnować z silikonów. Po prostu mi to nie służy. Tak samo jak mleczne proteiny, po których mam zawsze niezłe sianko. Dlatego rozczarowała mnie odżywka Biovax latte, w której pokładłam duże nadzieje. Ale teraz wiem, że jeśli proteiny, to tylko raz na jakiś czas i w małych ilościach. Oprócz tego kupiłam też nowy szampon z YR, w przyszłym tygodniu czas odwiedzić fryzjera i dalej bawić się w poszukiwania „złotego produktu” do moich włosów.

 

Jak w tytule. To drugi poważny kryzys w mojej włosowej krótkiej historii…

Mam ochotę rzucić to wszystko…. Już nie mam siły na moje włosy. Odnoszę wrażenie, że im więcej naturalnych kosmetyków stosuje tym gorzej one wyglądają:( Ostatnio po myciu spryskałam wilgotne włosy dwufazową odżywką Isany z olejkiem arganowym, która ma tragiczne recenzje na wizażu i jest pełna silikonów i włosy wyglądały lepiej niż po nowozakupionej biovaxowej odżywce z proteinami:( Chyba jednak nie mogę całkowicie zrezygnować z silikonów, ale nie chce mi się wierzyć, że moje włosy mogą nie lubić protein mlecznych! Nie wiem co robić… Włosy sianowate, wiosna się z zbliża, a ja miałam cichą nadzieję, że do tego czasu będę już miała piękne, zdrowe, błyszczące i zdefiniowane fale… Tymczasem totalna rozsypka:( Ratunkuuuuuuuu!!!

edit: Myślałam o tym, czemu moje włosy mimo starannej pielęgnacji nie wyglądają dobrze. Doszłam do wniosku, że muszę naprawdę bardzo wnikliwie obserwować co im służy, a co nie. I nie stosować na siłę tego, co sprawdza się u innych. Bo każde włosy są inne, dlatego tak ważne jest, aby znaleźć indywidualny plan pielęgnacji. Stwierdziłam, że być może ostatnio trochę za dużo testuję nowych produktów, przez co nie jestem w stanie określić co konkretnie spowodowało, że danego dnia włosy wyglądały lepiej lub gorzej. Kupuję stanowczo za dużo kosmetyków do włosów. Teraz wykończę to co mam,  potem tylko i wyłącznie przemyślane zakupy,  a nie pod wpływem impulsu. Trochę mi się nazbierało tych produktów, więc pewnie dużo czasu mi zajmie ich zużycie, ale przynajmniej będę miała dużo czasu, aby przemyśleć następny zakup i zrobić rozpoznanie na wizażu i blogach. Tak więc plan pielęgnacji na najbliższy czas: nie szaleć z różnorodnością oraz obserwować, obserwować, obserwować…

W tym tygodniu drugi raz udało mi się naolejować włosy. Tym razem troszkę więcej rycynowego niż Hippa. Za chwilę zmywam, więc na ostatnie 20min wtarłam jeszcze w skalp olejek łopianowy ze szkrzypem z GP. Niestety w ubiegłym miesiącu byłam bardzo niesystematyczna zarówno w olejowaniu jak i w innych zabiegach, z czego nie jestem dumna, ale mam też coś na swoje usprawiedliwienie. Otóż nawał obowiązków na uczelni skutecznie uniemożlwiał mi myślenie i robienie czegokolwiek innego, co z uczelnią związane nie było. Organiczałam się do minimum, ale całe szczęście, powoli wracam już do normalnego życia, a że w powietrzu wyczuwam wiosnę (naprawdę!) to daje mi to niesamowitego powera:) Dosłownie przed chwileczką zmyłam olej. Troszkę się obawiałam jak pójdzie mi to zmycie, gdyż tak jak pisałam dodałam dziś więcej olejku rycynowego, który jest bardzo tłusty, ale po dwukrotnym spienieniu i spłukaniu szamponu z rumiankiem też z GP wydaje mi się, że będzie ok. Na pół godziny nałożyłam jeszcze teraz pod czepek biovaxową maskę, która już się kończy, wobec tego postanowiłam wydać o niej osąd:) link do mojej recenzji:
http://blondstory.blog.pl/2012/10/17/biovax-maska-do-wlosow-suchych-i-zniszczonych/

Na koniec jakieś inspiracje, bo dawno tu nic takiego nie było, a nie powiem, jak się patrzy na takie cudowne włosy, to jest to absolutnie motywujące! Przynajmniej dla mnie:)

*zdjęcia pochodzą ze strony indulgy.com

Podróże

Brak komentarzy

Oby ten nowy 2013 rok nie upłynął pod znakiem pecha… ;)

Rozpoczął się niezbyt łaskawie dla moich włosów, ale na czasisana suchy szampon sylwestrowego wyjazdu po prostu dałam sobie wolne od „włosomaniactwa”. Choć podczas pobytu moje włosy bez pielęgnacyjnych rytuałów wyglądały całkiem nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że popełniłam wiele grzeszków (suszarka, prostownica itp). Będąc w podróży konieczność codziennego mycia włosów staje się bardzo uciążliwa, dlatego wróciłam z noworocznym postanowieniem oraz z nowym włosowym sprzymierzeńcem – suchym szamponem Isana (Rossman, ok 10zł) Mam nadzieję, że dzięki niemu będę mogła zmniejszyć częstotliwość myć do dwóch dni. Szampon Isana był najtańszy z dostępnych suchych szamponów w Rossmanie, ale nie kierowałam się ceną , tylko składem (jak na prawdziwą włosomaniaczkę przystało, ot co:) Sucha Schauma miała w składzie alkohol denat. już na pierwszym miejscu, Syoss o ile dobrze pamiętam podobnie, (Isana na trzecim) a droższych specyfików narazie nie chcę probować.

Dziś w końcu udało mi się naolejować włosy, wypróbowałam też ostatnio aloesową maseczkę biovaxową i chyba jest lepsza niż ta, którą obecnie posiadam. Tzn lepiej nawilża moje włosy, za to nie odpowiada mi jej zapach. Niedawno pierwszy raz też poczułam co to znaczy za dużo szczęścia na głowie;) Przesadziłam z glisskurową odżywką w piance fundując sobie sztywne, nieestetyczne, posklejane i jednocześnie suche „strąki”:D  Jednak trzeba uważać z tym kolagenem i keratyną, bo nadmiar tych substancji wygląda na włosach chyba jeszcze gorzej, niż ich brak:)

 

edit 15 styczeń 2013:

Zmiany na lepsze zacząć od dziś! Tak jak pisałam niedawno chcę przestać myć włosy codziennnie, ale ciągle nie mogłam sobie wyobrazić, że w dwudniowych włosach pojadę do pracy czy na uczelnię. Jasne, drugiego dnia one wcale nie wyglądają tragicznie, ani nawet źle, jedynie delikatnie przetłuszczają sie u nasady, ale jakoś no…nie mogłam. Aż do wczoraj:) Wróciłam wieczorem do domu i przyglądając się moim włosom stwierdziłam, że po całym dniu wyglądają zupełnie świeżo, jak tuż po umyciu. Chciałam wypróbować suchą Isanę, ale pomyślałam: kurczę, naprawdę nie ma nawet potrzeby użycia suchego szamponu! Zastanawiałam się, co tak nagle zahamowało przetłuszczanie się moich włosów i złapałam się na tym, że nie pamiętam kiedy ostatnio używałam szamponu…do włosów przetłuszczających się:) Nie umyłam więc wczoraj głowy, jedynie rano zrobiłam z grzwyką, to co zwykle. I co? I jestem w szoku, bo włosy wyglądają naprawdę dobrze! Nawet jeszcze teraz. Trochę przyklapnięte, ale to naturalne, że z każdym dniem tracą objętość uzyskaną po myciu. Myślę, że kiedy już się przełamałam, to pójdzie z górki, a moje włosy będą mi za to bardzo wdzięczne:)

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 Blondstory Design by SRS Solutions

  • RSS